poniedziałek, 13 lutego 2012

Łaskawy styczeń

Styczeń w Paryżu był łagodny jak baranek.
Aż się chciało wyjść i pojechać, i dojechać, hej!
Wędrować, maszerować, łazić, snuć się, spacerować,
żadne tam chodzić.
I bez czapki, bez rękawic sfotografować to i owo
ciepłymi rękami.


Muzeum Orsay kryje w swoich podworcowych murach skarby, jakie można odkrywać latami. Tylko autoportret Van Gogha byłby wart stania w kilometrowej kolejce i wejścia choćby na piętnaście minut. Spojrzenie w jego oczy mówi więcej o artyście i człowieku niż wszystkie biografie i analizy.

Należy zobaczyć w oryginale
Do połowy stycznia trwała w d`Orsay wystawa Piękno, moralność i zmysłowość w Anglii czasów Oscara Wilde`a ukazująca dokonania artystów hołdujących ideałom "sztuki dla sztuki". Jedna z dwóch ekspozycji, które wywarły na mnie największe wrażenie w paryskim zimowym sezonie wystawienniczym 2011/2012. Wzruszała, ekscytowała, hipnotyzowała.


Matka i dziecko Lorda Frederica Leightona z tejże wystawy. Słabe zdjęcie nie oddaje ani palety barw, ani prerafaelickiej urody, ani intymnego nastroju i czułości tego wizerunku. Bogata, renesansowa, "ołtarzowa" rama, w jakie oprawiano Madonny z dzieciątkami włoskich mistrzów, dodawała obrazowi religijnego niemal wydźwięku.
Widok z kładki na Sekwanę, Most Królewski (Pont Royal), po lewej fragment Luwru
Kładką Solferino przeszłam do Ogrodu Tuileryjskiego (Jardin des Tuileries) oświetlonego ciepłym światłem skłaniającego się ku zachodowi słońca.




Na zachodnich krańcach Ogrodu, niedaleko wyjścia na Plac Zgody (Place de la Concorde) znajdują się dwa miejsca, które warto odwiedzić - oddział Muzeum Orsay, czyli Oranżeria oraz Jeu de Paume - Narodowa Galeria Wizerunku.

Oranżeria
Jeu de Paume
J.w.

W Muzeum Oranżerii można się zapomnieć na długie godziny podziwiając Renoira, Matisse`a, Cezanne`a, Picassa, kontemplując zmieniające się kolory nenufarów na wielkoformatowych obrazach Moneta, wystawionych w specjalnie do tego zaprojektowanych dwóch eliptycznych salach.

W Jeu de Paume organizowane są wystawy fotografii uznanych mistrzów i młodych talentów, pokazy filmów, video, instalacji. Od dziewiętnastowiecznych anonimowych początków nowej sztuki po multimedialne eksperymenty XXI wieku. Retrospektywa amerykańskiej fotografki Diane Arbus była, moim skromnym zdaniem, drugą najlepszą ekspozycją tej zimy.


Nazwa galerii nawiązuje do historycznego przeznaczenia budynku, który postawiono w XVII wieku jako miejsce do gry we wczesną wersję tenisa lub kometki (jeu de paume).



Magiczny widok na Plac Zgody.
Może nie powinnam psuć nastroju, ale...
ponad dwa wieki temu zwał się Placem Republiki i to tu zgilotynowano Ludwika XVI, Marię Antoninę, Dantona, Robespierre`a i wielu innych.


Harmonijne fasady budynków i podświetlone arkady przy ulicy Rivoli najwdzięczniej prezentują się wieczorami z przeciwległego chodnika, którym dotarłam do stacji metra Musee du Louvre, żeby, ukontentowana pięknie spędzonym popołudniem i wieczorem, udać się w pielesze Gif sur Yvette.

2 komentarze:

  1. Przeczytałam wszystkie ostatnie i liczne opisy sielanki z życia pszczół. Pięknie się żyje, nawet łezka w oku stanęła maleńka na wspomnienie paryskich (nie dawno widzianych) klimatów. A może to tylko nieprecyzyjnie zadawkowany krem pod oczy?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach Ewo, Ty naprawdę jesteś zakochana w Paryżu, skazana na miłość na odległość... Krem uznaję za wymówkę ;) Miłość na dystans ma swoje plusy - wyczekane spotkania bywają cudownie intensywne, nie ma mowy o nudzie i prozie życia :)
    Co do pszczelej sielanki - jest wpisana w manifest programowy i tego się trzymam. Może kiedyś założę inny blog - walkana smiercizycie.blogspot.pl ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...