niedziela, 1 stycznia 2012

Boże Narodzenie w Paryżu

Piękną mamy wiosnę tej zimy. Drugiego dnia Świąt w przydomowym ogródku kamiennego domu przy trasie RERu ujrzałam, dokładnie i wyraźnie, kwitnący krzew cytrynowych róż. Nie jakiś marny i mizerny pączek, ale cały krzak obsypany kwiatami we wszystkich stadiach rozkwitu. RER, wbrew swej nazwie zawierającej słowa "szybka" oraz "kolej", nie jeździ szczególnie prędko, więc miałam dość czasu, aby stwierdzić, iż nie była to fatamorgana powstała w wyniku kontaktu nagrzanego powietrza z zimnymi szynami.

Paryżanie natychmiast zarejestrowali błękit na niebie i wylegli do parków, obsiedli kawiarniane ogródki wespół z turystami, dla których oczywiście kolor nieba nie jest czynnikiem decydującym o opuszczeniu czterech ścian, w końcu nie przylecieli ze wszystkich stron świata, żeby podziwiać hotelowe tapety.

Notre Dame dumnie prezentowała w słońcu przypory, sterczyny, maszkarony i inne detale gotyckiej architektury.
W parku z tyłu katedry Spider sfotografował detale paryżanek ;) Z ulgą odnotowałam, iż tutejsze niewiasty porzucają czernie, szarości i biele, monochromy nużące dla oka jak zimowe niebo, na rzecz intensywnych barw. Wdzięczny koczek na czubku głowy to fryzura chętnie noszona przez młode Parisiennes.
Kolory naprawdę wracają do łask.
Na moście św. Ludwika zawsze można liczyć na odrobinę rozrywki - od kuglarskich sztuczek polegających na noszeniu akwarium z rybkami na głowie po jazzowe i bluesowe brzmienia.
W Paryżu przechodzimy ulicę głównie "na czerwonym", na temat tego miejscowego obyczaju zrobiłam wywód tutaj. Ów starszy wiekiem przechodzień wyróżniał się z tłumu białym, wykrochmalonym gorsem, białymi skarpetami w czarnych pantoflach, w ręce dzierżył równie białą, papierową torbę Diora. Do dziś zastanawiam się, o co chodziło z tymi skarpetkami?Prowokacja?
Przekorna, antyświąteczna witryna brytyjskiej marki Ted Baker w dzielnicy Marais może na długo zniechęcić do konsumpcji drobiu, ze szczególnym wskazaniem na indyki. Ten źle oskubany, z wybałuszonymi oczami (podduszony??), trzęsący flakowatym "nosem" indor był jednocześnie zabawny i odrażający.
Hotel de Chatillon - jedna z licznych w Marais dawnych rezydencji. Każdej chciałabym wydrzeć tajemnicę czasu, który przeminął.
Zaglądamy do sklepiku specjalizującego się w wydawnictwach fotograficznych z drugiej ręki. Niewielka powierzchnia, półki, lada, podłoga zawalone albumami, pismami modowymi. Stara, wytarta wykładzina nie sprzątana od miesięcy. Sprzedawca dziwi się, że zrobiłam zdjęcie z zewnątrz. Mówię, że coraz mniej takich miejsc w Paryżu. Wypierają je wymuskane butiki. Pytam, od jak dawna istnieje sklep (i nie chodzi mi o ustalenie wieku wykładziny ;). Pan rzecze, że od dawna. Od pięćdziesięciu lat, sześćdziesięciu, nie daję za wygraną. Od dawna, odpowiada. Widocznie od tak dawna, że zapomniał :)
Skrzyżowanie ulicy Oberkampf i bulwaru Lenoir.
Sklep ze słodkościami mistrza czekoladnika Georga Larnicola przy rue de Rivoli.
Mistrz zaszalał.
Chodzenie po Paryżu bywa jak siedzenie przy świątecznym, suto zastawionym stole. Oczy by jeszcze jadły, ale głowa już nie przyjmuje nowych obrazów. Należy wtedy udać się na spoczynek do skromnego Gif.

4 komentarze:

  1. Droga Bee,
    Oj coś czuję, że znalazłam bratnią duszę...Witaj! Dziękuję za podpowiedź gdzie znaleźć antykwaryczne wydania ksiazek o fotografii no i ten Wrocław...czy wiesz, że w ubieglym roku byłam tam po raz pierwszy w życiu i...zakochałam się? Pozdrawiam serdecznie, wracam do czytania Twojego bloga! Holly

    OdpowiedzUsuń
  2. Holly, strasznie się cieszę, że do mnie zajrzałaś. Z bratnimi duszami masz absolutną rację. Wygląda na to, że dzielimy wiele pasji, może nawet minęłyśmy się nieświadomie w którymś muzeum lub galerii :) Wrocław jest urokliwy i ma sporo do zaoferowania - mieszkałam tam wiele lat i nigdy nie narzekałam na kulturalną nudę. Mam nadzieję, że zawitasz ponownie do Wro, a postaram się utrwalić Twój stan zakochania :) Adres sklepiku pewnie już namierzyłaś, na wszelki wypadek podaję: 44 Rue Sévigné. Pozdrawiam ciepło. Bee

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, ci francuscy mistrzowie czekolady! Pomarzyć! Ale chętnie wrócę nawet do Prince Polo, byle we Wrocławiu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Foko Drogo, Tobie na pewno brakuje światła, dlatego czekolada jest wręcz wskazana, żeby podnieść poziom endorfin i się na duchu :) Zanim dorwiesz się do Prince Polo we Wro, polecam inny sposób na osiągnięcie stanu błogiej szczęśliwości - tiramisu popite gorącym kakao z miodem. Po takiej dawce energii można się nawet wytarzać w śniegu ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...