środa, 16 marca 2011

Tydzień mody

Wypada odnotować, że w dniach 1-9 marca Paryż zdominowało wydarzenie pt. fashion week (jakiś przydługi ten paryski tydzień). Prezentowano kolekcje na jesień-zimę 2011/12, ready to wear, czyli nadające się do noszenia nie tylko podczas karnawału w Rio. Z przykrością donoszę, iż Bee nie otrzymała zaproszenia na pokazy domów mody, na których jej zależało - Chanel, Dior, Yves Saint Laurent, Issey Miyake. Te, na których jej nie zależało, również ją zignorowały. Co za nietakt! Faux pas!

W sobotę 5. marca Bee i Spider otarli się o pokaz. Zaintrygowało ich skupisko niezłych samochodów oraz tłumek falujący przed Palais de Tokyo. Zaraz potem dostrzegli kartki z napisem Cacharel i strzałkami. No to weszli do zachodniego skrzydła i popatrzyli na przybywających gości - szczęściarzy z jasnoszarymi kopertami zawierającymi zaproszenia, na znerwicowanych fotoreporterów i paparazzich oraz gromadę gorliwych wyznawców mody w kolejce pod kartką buyers liczących na wolne miejsca w kruchcie.



Żadnych celebrytów nie rozpoznaliśmy. Dobrze się zamaskowali albo weszli wcześniej, albo ich zabrakło, albo nie znamy się na celebrytach. Warte uwagi było kilka par damskich butów na obcasach dłuższych niż stopy oraz para gejów, z których jeden nosił wściekle żółte szpilki i koka zwanego bananem, drugi miał na głowie kapelusik w formie czułków z przezroczystego tworzywa.

Ten tydzień mody zapamięta na długo John Galliano. Jeden z najgenialniejszych projektantów, facet o nieposkromionej wyobraźni, po 15. latach na stanowisku głównego projektanta u Diora wyleciał z pracy za antysemickie teksty, wypuszczone po pijanemu pod adresem przygodnych ludzi w kawiarni w paryskiej dzielnicy Marais. Jego żenującego bełkotu można posłuchać na youtube. Przepraszał, jak tylko wytrzeźwiał, ale biznes modowy nie ma sentymentów, gdy w grę wchodzą ... wpływy ze sprzedaży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...