piątek, 17 lutego 2012

Co we Wro?

Gdy tylko mrozy zelżały, temperatura podskoczyła z dramatycznego -10C do niezbyt komfortowego +4C, przeleciałam się po Wrocławiu. Przebywanie nazbyt długo w paryskiej rzeczywistości zaowocowało nabraniem sporego dystansu do rodzimych realiów, w rezultacie czego pojawiło się w mojej głowie w trakcie lotu spacerowego kilka znaków zapytania:

1. Dlaczego ludzie chodzą tacy ponurzy, naburmuszeni i nikt, absolutnie nikt się nie uśmiechnie ba! nie spojrzy przychylnym, jasnym (taki ładny epitet, że nie wyrzucę, choć powinnam) wzrokiem?

2. Dlaczego tzw. zadbane dziewczyny i kobiety lepiej, oryginalniej ubrane od reszty kroczą ulicami takie dumne (i ponure)? Czy rozpiera je duma z własnego wizerunku, z zawartości portfela, jednego i drugiego?

3. Dlaczego na poczcie w Rynku kolejka nie kończy się od 10 lat?

4. Dlaczego podczas jednej jazdy tramwajem potrącono mnie kilkanaście razy, bo torba, siata, plecak, zmiany miejsc, przepychanie do wyjścia, gdy tylko pojazd ruszy z poprzedzającego przystanku? ( Jak długo Dzień świra Koterskiego będzie nadal aktualną diagnozą polskiego społeczeństwa?)

5. Dlaczego jest kilka wspaniałych kamienic na sprzedaż w okolicach Placu Solnego, choć my nie możemy ich kupić, wyremontować i przekształcić w centrum kulturalnej przyjaźni polsko-francusko-japońskiej?

6. Dlaczego sztuka dekorowania witryn nie dotarła na zachodnie rubieże Polski? Dlaczego "sztuka" mycia okien wystawowych nie jest popularna w naszym mieście?

Zdaję sobie sprawę, że Hermesa, którego torebka kosztuje tyle, co nowy samochód, stać na zatrudnienie najlepszych dekoratorów i wykonanie kilka razy do roku witryn, od których oko bieleje, ale wrocławskiego sprzedawcę torebek ze sztucznej skóry imitującej krokodyla czy jaszczurkę, stać chyba na inwestycję w płyn do mycia okien i ściereczkę do kurzu, a w porywie estetycznego szaleństwa na wynajęcie kilka razy w roku na umowę o dzieło bezrobotnej absolwentki wrocławskiej ASP do zaprojektowania wystawy?

Potrzebuję odtrutki na tę dekoratorską mizerię, na te smutne manekiny na tle zakurzonej dykty, dlatego skorzystam z okazji, aby pokazać paryskie zdobycze w tej wdzięcznej dziedzinie, przyciągającej wzrok przechodnia, wabiącej klienta i upiększającej miejski pejzaż.

Cyrkowe inspiracje u Vuittona.







Kobieco i plażowo u Lanvin. (Ciekawam, czy te manekiny zamawiane są u producenta w tak wymyślnych pozach, czy dają się układać?)




Luksusy Hermesa



Pomysły Diora i Loewe`go



9 komentarzy:

  1. Bee, dobrze że wróciłaś do Wro. Z ust mi wyjęłaś zastrzeżenia i olśniłaś oczy możliwą innością.
    Mam nadzieję, że lokalnych "dziwności" nie potraktujesz niepoważnie (jak deklarujesz) i pogłębisz choć czasem analizy.
    Jakby z tym Pl. Solnym - co do czego - jestem nie od tego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Bee, we Wrocławiu stoją przynajmniej piękne kamienice. Mieszkańcy Warszawy to dopiero mają powód do narzekań ;-)

    A ponurość spacerowiczów w polskich miastach dziwi zawsze mojego francuskiego męża.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ewo, postaram się nie poprzestawać na pytaniach i czasem pokusić o odpowiedź. Niestety, na temat Solnego znam ją już dziś. Możemy zawsze urządzić burzę mózgów w kawiarni :)

    Katasiu, to prawda, że Rynek i okolice mamy piękne. Marudna wczoraj byłam, bo za długo spałam ;) Jak wstanę o świcie, napiszę o zaletach Wrocławia i wrocławian.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio też przez przypadek zobaczyłam po raz pierwszy witrynę Hermesa w Paryżu i odebrało mi na moment mowę...tak piękne! Miejmy więc tylko nadzieję, że u nas też powoli coś się zmieni. A może to tylko zima, mróz i śnieg przeszkodziły w utrzymaniu czystości okien?

    OdpowiedzUsuń
  5. Holly, przekonamy się na wiosnę :D Może mam zbyt wyśrubowane wymagania po paryskich wspaniałościach i powinnam powtarzać codziennie przed zaśnięciem "znaj proporcjum, mocium pani"...

    OdpowiedzUsuń
  6. Bee, ja wcale nie uważam, że masz wyśrubowane wymagania! Może dlatego, że mam takie same i chciałabym, żeby miasto, stolica kultury w końcu zaczęło na nią wyglądać a nie tylko pozować, bo kultura to przecież całokształt dorobku.

    Po powrocie z Paryża też się zastanawiałam co u nas ludzie tacy smutni? Nadal niestety nie wiem... a może to dlatego, że mają te okna takie brudne? ;-)

    Co do wizytówek sklepów to niestety jaki Pan taki kram a słowo Visual Merchandising nadal jest mało znane. :-/ Wciąż wystawą zajmują się sprzedawcy, którym A) za mało się płaci po to by się przykładali do tego co robią B) mają inne obowiązki na głowie, w postaci obsługi Pań smutnych i pięknie ubranych C) wciąż pokutuje założenie, zaoszczędzę jak zrobię swoją wystawę sam, nawet jeśli się nam tym średnio znam, a wyczucia mam tyle co kot napłakał.

    Pozdrawiam,
    estetka karola

    OdpowiedzUsuń
  7. Karola, wraacaaaj!!! Stworzymy wspólny front walki ze szpetotą i smętkiem, założymy partię estetów, koneserów i epikurejczyków (PEKiE-ładne!) :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dorota! Ale oni głusi som... ;-) na nasze argumenty! Wiesz ile cv zaniosła do takiej pracy jak VM, żeby wystawy projektować?! Strasznie mi się podoba robienie tego, no i od strony marketingowej to zjawisko też jest ciekawe... i co z tego?! I nic! Bo oni wolą zaoszczędzić. bleeeee

    Niemniej partię założyć możemy! :-D Pod taką nazwą podpisuję się obiema rękami! :-D

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapomniałam dodać, że ta aranżacja wystawy na cyrkową modłę jest super! Podoba mi się zwłaszcza torebka cięższa niż 3 słonie cyrkowe! :-D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...