poniedziałek, 5 grudnia 2011

Uczta w Rennes

Z dedykacją dla Pewnej Restauratorki

Francuska kolacja we francuskim domu bywa wydarzeniem cudownym, doświadczeniem jedynym w swoim rodzaju, które, ostrzegam!, błyskawicznie przeradza się w uzależnienie. Francuska kolacja przygotowana przez dobrego kucharza lub kucharkę to radość ze zmysłów i dla zmysłów, świętowanie w wieczór powszedni, celebrowanie życia w oparach win (przecież jemy, aby żyć ... choć znane są liczne przypadki, gdy francuska kolacja doprowadziła czasowniki z tego powiedzonka do zamiany miejsc...). 

Francuska kolacja trwa godzinami, więc najlepiej, żeby odbywała się w interesującym towarzystwie, mającym sobie wiele do powiedzenia lub żeby trafił się choć jeden gaduła (o co we Francji nietrudno;), który będzie zabawiał całą resztę. Rozmawia się o wszystkim, lecz przede wszystkim o pałaszowanych właśnie daniach, sposobie ich przyrządzenia, produktach, z których zostały wykonane, miejscu ich zakupu oraz warunkach wegetacji, o pochodzeniu win i ich smaku. Francuska kolacja zaczyna się od pogawędki przy aperitifie na jakimś miłym patio, werandzie, w wypoczynkowej części salonu, następnie przechodzi się do stołu i pojawia się  przystawka, później serwowane jest danie główne, po nim wjeżdża deska serów i wreszcie deser. Kolejność dwóch ostatnich może ulec odwróceniu. Każdemu etapowi towarzyszy odpowiednio dobrane wino. Do francuskiej kolacji konieczny jest strusi żołądek, w ostateczności może być ludzki, przez długie lata intensywnie trenowany w tej ambitnej dyscyplinie.

Kolacja u znajomych w Rennes była takim właśnie cudownym doświadczeniem spotęgowanym relacjami Gospodarzy z azjatyckich podróży i wizyty w miejscowym teatrze na sześciogodzinnym spektaklu Warlikowskiego Opowieści afrykańskie według Szekspira. Czego można chcieć więcej???
Jak przystało na Bretanię - krainę małż i skorupiaków, królestwo owoców morza - jako przystawkę podano przegrzebki św. Jakuba, danie główne uświetniła ryba zwana z francuska rouget barbet z polska barweną molukańską w sosie z własnej wątróbki i była to poezja smaku.

Przegrzebki na chwilę przed grillowaniem
Gotowe po kilku minutach, okraszone świeżym masłem
I gdzie ja znajdę w Polsce barwenę, w dodatku z wątrobą???

Przegrzebki i ryby pochodziły ze świeżych połowów rybaków z Brestu i zostały zakupione przez naszych Gospodarzy na porannym targowisku w centrum Rennes przy Place des Lices. Marie ma swojego ulubionego dostawcę owoców morza, nabywającego je skoro świt w miastach portowych, który oprócz handlu rybami zajmuje się doradzaniem klientkom, jak dary oceanu przyrządzić. Przepisy sprawdzają się do tego stopnia, że Marie za każdym razem prosi o nowy :)

Charakterystyczne domy o konstrukcji szkieletowej przy Place des Lices
P.S.1 Nie udokumentowałam wszystkich etapów kolacji, żeby nie wyjść na kompletną ... blogerkę.
P.S.2 Doskonałym studium francuskiej kolacji, uniesień i zagrożeń, jakie niesie, jest film Uczta Babette.

1 komentarz:

  1. Po spotkaniu z Polakaim mieszkającymi od 18 lat we Francji i z lekka przesiąkniętymi obyczajami kulinarnymi stwierdzam, że to wszystko prawda, a poza tym nie tylko kolacja potrafi być długim i wspaniałym posiłkiem.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...