Mój nieprzyjaciel czas pędzi wciąż na łeb na szyję pochłaniając wszystko po drodze. Wszystkożerny i nienasycony. Zbieram okruchy. Dobre i to.
Wystawa Alfreda Lenicy w Muzeum Narodowym. Meandry organicznych form wciągających wzrok w skomplikowane labirynty w poszukiwaniu sensów. Obłe kształty i miękka kolorystyka obrazów Lenicy wywoływały pozytywne wrażenia łagodząc gorzką tematykę dzieł sugerowaną przez tytuły.
Podczas gdy Spider rozbijał się po Tokio, ja wytropiłam Japonię we wrocławskiej Galerii Miejskiej na wystawie Direct Painting XY Anki Mierzejewskiej...
... oraz pod postacią miłorzębu japońskiego, klonu japońskiego i takiejże kalikarpy, które zmieniły image, gdy rodzime drzewa (buki wyglądały obłędnie w tym roku) potraciły już liście.
Kalikarpa |
Idealne śniadanko na listopadowe chłody i ciemności - tiramisu a la pszczółka, czyli w miejsce lekkich jak piórka biszkoptów stosujemy ciężkie jak puchowe pierzyny magdalenki, zamiast kawy mocną herbatę, mascarpone z żółtkiem i brązowym cukrem nie odbiega mocno od tradycji, amaretto i kakaową posypkę używamy w zależności od zapotrzebowania. Wygrzebałam z dna szafy ostatnie półkilogramowe opakowanie magdalenek przywiezionych z wakacji we Francji i zaczęło się jesienne tuczenie :)
Kakaowy pyłek pominięto przez wzgląd na nadmierne spożycie kakao w formie płynnej |
Wełniana martwa natura ze skarpetkami :) |
Pszczółko, serce mi stanęło na czas czytania i oglądania. Botaniczny u ciebie jeszcze bardziej botaniczny niż zazwyczaj a Lenica po prostu bajeczny.
OdpowiedzUsuńRozpustę ciasteczkową od świtu ci daruję jeśli obiecujesz podobny wieczór :)
Ewciu, z miłą chęcią podejmę z Tobą temat malarstwa Lenicy oraz wpływu mojej twórczości blogowej na Twój uczuciowy organ nad solidną porcją pszczelego tiramisu. Niestety, magdalenki są na wykończeniu, ale na cieście zebrą zwanym smakuje równie wybornie. :))
UsuńPS czy zauważyłaś jak blogger utrudnił nam oglądanie zdjęć kolejno i w powiększeniu?
OdpowiedzUsuńOui, Madame, spostrzegłam ten psikus bloggera i spróbuję coś z tym zrobić. Porządek musi być!
UsuńCudne te okruchy,zwłaszcza w wydaniu natury, człowiek rzadko kiedy doscignie to piękno. A sniadanko smakowite niezaprzeczalnie. Szkoda, ze nie można spróbować.
OdpowiedzUsuńOgromna szkoda, że nie możesz dołączyć do grupowego tuczenia u pszczółki :( Chyba żebyś wybierała się do Wrocka... :)
UsuńPrawda, że Sztuka nie powinna ścigać się z Naturą, ponieważ z góry skazana jest na porażkę wtórności. Ale udaje się Jej czasem wywołać efekt podobny do tego, jaki daje kontakt z Przyrodą. Wielkiej ciszy... Doświadczałam tego przed obrazami impresjonistów, prerafaelitów, Hoppera...
Owszem, niewielu, ale jednak się to udaje. Jeśli wybiorę się do Wro, albo, kiedy wybiorę się do Wro, z przyjemnością pokontempluję wspólnie z pszczółką piękno natury, ale tuczyć się nie dam :) takie mam silne postanowienie.
UsuńTak naprawdę tiramisu nie tuuczy. Jak bum-cyk-cyk. Testuję od lat na własnej... :)
UsuńCudny macie ten ogród! Pozazdrościć tylko, ze możesz tam wpadać codziennie.. :))) A śniadanko - pycha! Listopad ma w sobie coś takiego, że wymaga dopływu dużej ilości słodyczy:) Pozdrowienia!
OdpowiedzUsuńChyba jeszcze o tym nie wspominałam, ale to jest mój prywatny ogród przypałacowy ;)
UsuńOczywiście byłoby miło, gdybyś zechciała dołączyć do tuczarni :)
Żal, że nie ma u nas czegoś na kształt japońskich shinkasenów lub francuskiego TGV, bo wówczas podróż znad morza do Wrocka trwałaby półtorej godziny... Mam nawet propozycję nazwy SKP - Super Koleje Państwowe. Pozdrawiam serdecznie :))
Dziękuję za wszystko! Za Lenicę (przynajmniej dowiedziałam się jak on maluje), za Ogród i cudne zdjęcia i za lekcję łapania każdej chwili życia. Z opychaniem się łakociami u mnie cienko-do Bożego Narodzenia jestem na diecie:)
OdpowiedzUsuńHolly, cała przyjemność po mojej stronie :)) Ty też jesteś niezła w łapaniu!
UsuńMam taką wygodną teoryjkę na temat diety, mianowicie że najlepsza jest taka, która wprawia w błogostan, bo w tym stanie kalorie same się spalają :)
A jak się wprowadzić w błogostan? Czekoladą szwajcarską mogę?
OdpowiedzUsuńSzwajcarska czekolada nadaje się do tego celu znakomicie, ale równie dobrze może być golonka. To trzeba poczuć :)
UsuńA tę kalikarpę to chyba Lenica pomalował...
OdpowiedzUsuńWszystko pięknie, ale kalikarpa z nazwy za bardzo przypomina kalarepę.;)
Piękny jest nasz Wrocław cały! Piękny, cudny i wspaniały!
(tylko to "nasz" jest trochę przyszywane, bo mój tylko bywa, raz po raz).
Pozdrawiam!
Maznęło się Lenicy, znacy (s)twórcy, cudności kolorem, ale ten, kto kalikarpę ochrzcił, chyba nie przepadał za fioletem... bo zgrzyta owo imię okrutnie.
UsuńGrzybienia jednak nic nie przebije. Otóż grzybień to... lilia wodna.
Autor musiał pałać miłością do kwiatów ;)
Tamaryszku, końcowa deklaracja uczyniła z Ciebie absolutną wrocławiankę :)
Pozdrawiam serdecznie!