Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka życia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 stycznia 2026

Rozmawiając z ...

Lubię ten vintage`owy pejzaż. Na błękitnym niebie zamaszystym świadomym gestem stłoczone chmury, gładka powierzchnia płynącej spokojnie rzeki. Letni dzień. Miasteczko we francuskich czy może belgijskich szarościach na drugim brzegu i prowadzący do niego most. Patrzymy oczami malarza z wyniosłości piaszczysto-trawiastego pagórka. Autor opatrzył swoje dzieło sygnaturą nie na tyle wyraźną, żeby mieć pewność. Być może jest to Rene Brincourt, jak twierdzi wyszukiwarka, i praca z lat powojennych.

Zakupiony kilka lat temu w zagubionej wśród pagórków dolnośląskich wsi, w poniemieckich zabudowaniach gospodarczych, które służyły za magazyn antyków oraz rupieci, głównie mebli przywożonych tirami z Niemiec i Szwajcarii. Miejscu, które już nie istnieje, ponieważ właściciel przeniósł się do lepszego świata. Wyciągnęłam ten pejzaż z długiej półki zawalonej dziesiątkami płócien, grafik, haftowanych obrazków. Zakurzonych, z połamanymi ramami, potłuczonymi szybami. Ten na szczęście leżakował na tyle krótko, że nie zdążył spleśnieć ani przejść zapachem wilgoci. Potem czekał cierpliwie pod ścianą w naszym suchym mieszkaniu na swój czas. I doczekał się wreszcie fantastycznego oczyszczenia i zawerniksowania przez profesjonalną konserwatorkę. (Tylko takie polecam.)

Oddaje z nawiązką. Odwdzięcza się pięknem barw, kompozycji, dobrego warsztatu i... dialogiem, bo można prowadzić rozmowy z artefaktami. O tym, co pokazują na zewnątrz i co kryją w środku.

Oczywiście nie ma jeszcze swojego miejsca na ścianie, choć posiada już ramę, wyszykowaną przez Spidera. I generalnie jestem dumna, że dostał u nas drugie życie.

poniedziałek, 22 grudnia 2025

Słonecznie

Odrobina słońca w każdej postaci wydaje się dziś pożądana. Równie dobrze w formie kamiennego detalu z gotyckiej katedry w Metz. Pozytywna nowina jest taka, że najgorsze mamy za sobą i dzień będzie się wydłużał. Niestety poo-woo-luuu-tkuuuuu...













środa, 10 grudnia 2025

Terapia sztuką

"Nieprzypadkowe historie" - wystawa Eugeniusza Józefowicza w Galerii Neon przy wrocławskiej ASP. Z grudniowych ciemności wchodzi się w rozgrzewającą feerię barw, zabawę linią, kształtem, plamą, w towarzystwo lewitujących postaci. Wszystko tu płynie jak w medytacji zen, sprzyja poddaniu się błogostanowi, a przynajmniej lekkości ducha. Tytuły dodają pogodnego tonu przemyśleniom i opowieściom przełożonym na obraz.

Pośród wielu innych artystycznych aktywności Józefowicz zajmował się arteterapią, jest autorem publikacji na ten temat. W ulotce towarzyszącej wystawie deklaruje: "Pracując jako edukator sztuki wielokrotnie aranżowałem warsztaty twórcze przy kreacji plastycznej dla ludzi w różnym wieku. Najczęściej proponowałem im aktywność, na którą sam miałbym ochotę. Kiedy skończyłem sześćdziesiąt lat, postanowiłem aranżować takie przeżycia tylko z samym sobą."

Na szczęście efektami tych operacji zdecydował się podzielić i zaprawdę zaświadczam, że arteterapia działa również doskonale poprzez patrzenie.


































Dla równowagi po prawej stronie galerii dominują prace czarno-białe, te jednak zostawiłam sobie na kolejną wizytę...

wtorek, 25 listopada 2025

Powrót Wielkiej Nieobecnej

Dyskusja z moją ulubioną nastolatką, którą znacie pod wdzięczną ksywką - Niunia, a która właśnie w przypływie uznania dla literatury blogowej i jej pamiętnikarskich zasług, uchyliła zakaz pisania o sobie. (Czytajcie, bo łaska nastoletnia na koniu z ADHD jeździ.)

CIOTKA: Proszę mi tu nie odwracać kota ogonem. Mam już jednego takiego, który się w tym specjalizuje...

MŁODA OSÓBKA: To ja będę odwracać PSA, ciociu... Nawet wolę.

Także ten... nie wiem, czy podołam... :)

Do powyższego zwierzyńca dorzucam zająca obróconego głową przez szwedzkiego malarza Bruno Liljeforsa.

niedziela, 16 listopada 2025

Pomiędzy

Niedzielnie pozdrawiam z nowego miejsca w malowniczym cieniu secesji i żarówki na drucie, świadczącej o nazbyt licznych ostatnio mężowskich podróżach służbowych uniemożliwiających przeprowadzenie operacji zawieszania lamp i żyrandoli.






Jednak nadal w moim sercu żyje poprzednie mieszkanie, mniejsze i pod koniec już niemożliwie zagracone, ale tak bardzo moje. Rozkoszna oaza ze zbliżonym do ideału układem obrazów na ścianach i ceramiki na każdej dostępnej powierzchni. Z cudownym miejscem do czytania przy wielkim oknie balkonowym z widokiem na ogrom nieba i niekończące się spektakle chmur, na historyczne dzielnice Wrocławia i uroczy zadrzewiony skwer. To mieszkanie było jak stworzony przeze mnie mikrokosmos, który pamiętam w najdrobniejszych szczegółach. Miało też kilka minusów, ale o tym innym razem. :)

Łącznikiem między dawnym i nowym jest ten obraz szwajcarskiego malarza Ericha Sahli z 1968, który zakupiłam lata temu okazyjnie na giełdzie antyków i staroci, który uwielbiam i wynosiłabym w pierwszej kolejności w razie... dowolnej klęski żywiołowej. Chwilowo prowizorycznie umieszczony na gablotce w salonie, tak że mam go cały czas na/w oku. Pierwszy w długiej kolejce chętnych do powieszenia.


niedziela, 5 października 2025

Mała aktualizacja

Mili Moi, powiem trzy słowa...

PRZEPROWADZKA

KOSZMAR

RATUNKUUUUUU!!!!!!!!!



Dla zainteresowanych sztuką oraz z szacunku dla autorki drzeworytu - opis na tabliczce po lewej. Zdjęcia z wystawy "Ukryty modernizm. Fascynacja okultyzmem około 1900 roku", którą z entuzjazmem "zaliczyłam" w Muzeum Leopoldów w Wiedniu w drodze powrotnej z wakacji. Polecam gorąco i muzeum, i wystawę.

piątek, 11 lipca 2025

Wycieczka do Warszawy


Aktualna wystawa "Przestrzenie” w Zachęcie jest dla współczesnego odbiorcy nadzwyczajną okazją, żeby poddać się fascynującej zabawie i pracy z otoczeniem, kolorem, dźwiękiem oraz... czasem. Rekonstruuje bowiem historyczne działania polskich twórców z przestrzenią, tzw. environmenty, zaczynając od końca lat 50. przez 60. i 70. W ustrojowych i mentalnych odmętach PRL-u, artyści we współpracy z galeriami sztuki współczesnej w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Zielonej Górze realizowali absolutnie nowatorskie koncepcje, poszerzające zakresy oddziaływania, będące zaczątkiem późniejszych instalacji i performensów.

Zdzisław Jurkiewicz

***
Wojciech Fangor, Stanisław Zamecznik



W ubiegłym roku podczas ekspozycji we wrocławskiej Fundacji Krupów widziałam kronikę filmową z lat 50. relacjonującą "eksperyment" W. Fangora i S. Zamecznika, od pierwszego do ostatniego kadru w prześmiewczym tonie. M.in. zestawiono czarne wibrujące półkole Fangora ze zmierzwioną czupryną (kołtunem?) chłopa odwiedzającego wystawę. Całości towarzyszył podkładany rechot, jak nie przymierzając w amerykańskich serialach.
Wielkie było moje zaskoczenie (poszłam bez przygotowania) i ekscytacja (większa nawet niż u wspomnianego chłopa), kiedy w Zachęcie w pierwszej sali ujrzałam rekonstrukcję tegoż "eksperymentu".


W ostatnim pomieszczeniu poświęconym dokumentacji polskich environmentów można obejrzeć także tę rzeczywiście komiczną z dzisiejszego punktu widzenia kronikę.

Wspaniałe lewitujące w mrokach (patriarchalnych) prace Marii Pinińskiej-Bereś

"Keep smiling" M. Pinińska-Bereś

Ewa Partum

niedziela, 2 lutego 2025

Notka motywacyjna ;)

Na rozruch w tym Nowym Roku wrzucam japońskiego kuriera wspinającego się żwawym krokiem, z przesyłkami i szerokim uśmiechem do wysoko położonych zabudowań kompleksu świątynnego Risshaku-ji, zwanego popularnie Yama-dera. Jedyne 1015 schodów w stronę nieba (jakiś skrupulatny pielgrzym policzył) w temperaturze 28 stopni i wysokiej wilgotności powietrza. 

Niestety, nie wykonałam ujęcia frontalnego, ponieważ w zgodzie z duchem naszych czasów chroniących prywatność stałam się nieśmiała w tym względzie, choć dawniej nie miałam problemu z pytaniem o zgodę. Trochę też zabrakło refleksu w koktajlu zaskoczenia, niedowierzania, podziwu, współczucia, wśród sprzeczności "piękna i straszna robota", "cudowny i nie do pozazdroszczenia rejon". Wypada więc dodać, że pan był w wieku emerytalnym, wydawał się bardzo zadowolony, wręcz dumny z wypełnianego zadania oraz własnej kondycji i pewnie nie miałby nic przeciwko pokazaniu twarzy.

Etos pracy, pieczołowitość, staranność, szacunek dla każdego zajęcia i klientów/odbiorców usług są nadal żywe wśród starszych pokoleń Japończyków. Wśród młodszych zapewne będą te tradycyjne wartości powoli ewoluować. 

 











sobota, 24 lutego 2024

Wyłowione z sieci

Lubię czytać komentarze pod wywiadami na youtube`ie i "artykułami" na pudelku. (W przypadku drugiego adresu zadowalam się tytułem, rączo podążając do sekcji komentarzy.) Można tam znaleźć materiał na rozprawy socjologiczne, psychologiczne, psychiatryczne etc. Wypowiedzi dramatyczne i kabaretowe, dobre rady i idiotyzmy. Można się czasem pośmiać, częściej załamać kondycją emocjonalną, moralną, intelektualną społeczeństwa... Oto kilka złowionych okazów.

***

Komentarz pod mądrą, głęboką, bardzo ciekawą rozmową Małgorzaty Domagalik z aktorką Katarzyną Warnke:

"Nie dla mnie ten wywiad, infantylne "babskie gadanie" przy kawusi. Zastanawiam się, czy wolałbym siedzieć teraz w tunelu w Gazie pod bombami, czy musieć przesłuchać cały ten program. Nuda."

Ten pan z dużym prawdopodobieństwem nie pogada i nie dogada się na dłużej z żadną kobietą... I bynajmniej nie dlatego, że zginie na wojnie... 

***

Komentarz do artykułu w Dużym Formacie "Dwa plus psiecko":

"W dobie robotyzacji i AI ludzie stali się niepotrzebni, więc się ich podtruwa, zachęca do zboczeń lub rezygnacji z potomstwa."

Bez wątpienia robotyzacja i AI służą chciwym tego świata, aby oszczędzać na tzw. sile roboczej, ale jak pogodzić tę chciwość z eliminacją potencjalnych nabywców? Bo jak już wytrują ostatnich bezdzietnych zboczeńców, kto będzie kupował karmę dla psów i kuwety dla kotów?

***

Pod kilkoma różnymi tekstami na pudelku:

"Piotr Stramowski i jego owłosiona klata przybyli na premierę....??? Serio???? Powinniście napisać też o tym, że przybyły jego plecy, obie nogi i ręce, no chyba że te zostawił w domu i przybył tylko z owłosioną klatą."
Kto inny odpowiada:
"A co mają napisać, jak wcześniej pisali, że na spacerze towarzyszyła im TORBA."


"Trzeba się zająć czymś nowym i sensownym, to będzie większa szansa na spotkanie kogoś nowego i sensownego."


"Młodszy facet to tykająca bomba z opóźnionym zapłonem. To jest mechanizm mamusia i niesforny synek, który będzie robił na złość. Tak po prostu jest i nie chce być inaczej, takie układy są wbrew naturze. Facet musi być starszy lub chociaż w podobnym wieku, bo nieliczni faceci mądrzeją z wiekiem, pozostali głupieją do szczętu i niestety na starcie nigdy nie wiadomo, z którym typem ma się do czynienia."
Cóż... Zalajkowałam. ;)

"Tutaj zawsze tak jest, a może to ludzie tacy są. Jak komuś bieda, to głaszczą i chwalą, ale jak komuś za dobrze, to żywcem by zjedli."

***

Na youtube pod interesującą rozmową z pisarką na temat dobrego życia uruchomił się zdeklarowany erotoman:

"Skoro oboje państwo rozmówcy już na samym wstępie przyznają, że "nie wiedzą" co jest istotą dobrego życia - to od razu, z miejsca kompromituje ich jako - nie tylko znawców, ale też jako po prostu ludzi. Bo każdy człowiek powinien mieć to minimum odwagi cywilnej, by otwarcie oznajmić, że dobrze wie, co jest istotą dobrego życia. Bo każdy to wie. A jak mówi, że nie wie - to kłamie w żywe oczy, najgorzej, jak kłamie samemu sobie, okłamuje sam siebie. Bo co jest najważniejsze w życiu? Dobre rżnięcie. Wszystko inne ma drugorzędne znaczenie. A to, że obojgu rozmówcom tego co najważniejsze silnie brakuje - to widać z kilometra."

Zdarzają się prawdziwe i fałszywe perły. Grunt to rozróżniać. ;)




Jacopo Zucchi "Poławiacze pereł i korali" (fragment), 1590, z wystawy "Geniusz Lwowa..." na Zamku Królewskim w Warszawie

środa, 3 stycznia 2024

Kulturalny początek



W nowym roku muszę jeszcze
 odnotować, że w końcówce starego widziałam niewielką, ale znakomitą wystawę w Galerii Mieszkanie Gepperta. „Twoje spojrzenie uderza w bok mojej twarzy” było kapitalnym zestawieniem dwóch związanych z Wrocławiem artystek, malarek, graficzek, które dzieli pół wieku. Krzesława Maliszewska - oszczędna w formie, stonowana kolorystycznie, ryzykująca lakonicznością komunikatu obojętność mniej zdeterminowanego odbiorcy. I stanowiąca jej przeciwieństwo pod każdym względem Alex Urban - z formalną brawurą i emocjonalną wolnością od lat, wręcz prekursorsko, podejmująca trudne, niewygodne tematy, patologii społecznych, przemocy, obsesji i lęków.

Zderzenie, które unaocznia, jak bardzo zmieniło się i nadal zmienia istnienie kobiet w sztuce i w świecie.


niedziela, 16 lipca 2023

Sztuka w mieście

Dzięki ujmującej uprzejmości Moniki Tatiany Idzikowskiej spędziłam niezapomniane dwie godziny piątkowego wieczoru na oprowadzaniu przez twórczynię po wystawie, która zakończyła się kilka dni wcześniej i którą przegapiłam. A jednak, co komu pisane… ;)

Takotsubo. Droga shibori” to wyrażona głównie za pomocą wielkoformatowych tkanin, barwionych tradycyjną japońską metodą itajime shibori, ale również kilku gwaszów i akryli, historia o wychodzeniu z mroku i wytrwałym, nieustępliwym dążeniu do światła, o odzyskiwaniu kolorów życia, w całej ich różnorodności i pięknie. Tak pokrótce, ponieważ ścieżek interpretacji jest wiele, by nie rzec tyle, ilu odbiorców.

Cudownie było poddać się energii płynącej z kolorów, rozmowy, tego czasu i miejsca.




czwartek, 16 czerwca 2022

Bardzo niepamiętne powitanie

W ubiegłym roku Prowansja przywitała nas... chłodno. Było to doświadczenie deprymujące niczym łuski z gniazd nasiennych w szarlotce czy wiercący się sąsiad w kinie. Z drugiej strony odkrywcze - poznać drugie, mniej przyjazne oblicze ulubionego, wyidealizowanego regionu, o którym w teorii wiedziałam, jednak nigdy w nie jeszcze przez wszystkie lata znajomości nie zajrzałam. Wiał zimny, porywisty mistral, przesuwający przez niebo miasta chmur, wyginający lawendę w gwałtownych skłonach, warzący lipcowe słońce, barwy i nastroje, zmuszający do noszenia swetra (jedynego, jaki zabrałam), zamiast lnianej sukienki.

Ale od początku. Pierwotny plan był taki, aby dla odmiany wjechać do Prowansji od strony Szwajcarii, zobaczyć słynne królestwo lawendy w Valensole, miasteczko ceramików Moustiers-Sainte-Marie i (w końcu!!) imponujący Kanion Verdon. Znalazłam niezły hotel w Genewie, uroczy pensjonat niedaleko Verdon, a potem mój mózg zaczął żyć własnym życiem... Zapragnął koniecznie powtórzyć cudowne wrażenia z ubiegłego roku, czyli zjechać z autostrady na Vaison-la -Romain i przywitać się z la Provance wśród winnic z widokiem na majestatyczną górę Ventoux... I pojechaliśmy jak w ubiegłym roku - przez Niemcy i Lyon.

Zapomniałam o starej prawdzie filozofów oraz pszczół, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Również tej niosącej zmysłowe i estetyczne doznania. (Dlatego unikam chodzenia powtórnie na spektakle i filmy, które wprawiły w zachwyt; żeby zapamiętać je w najlepszej wersji.) Ewidentnie pandemiczna rzeczywistość osłabiła moją i tak kiepską pamięć oraz zdolność myślenia, ponieważ uznałam, że rzeka zatrzymała swe wody i czeka.

Otóż, niestety, nieustannie płynie...

☀☀☀

Zjeżdżamy na Vaison. Wszystko nie tak. Niebo wysoce podejrzane - pełne chmur, bez śladu rozkosznego odcienia baby blue. Gps wybiera drogę równoległą (tu uzasadniona pretensja do Spidera, że nie kontroluje małego rządcy), więc zamiast podziwiać ochrowe domy z błękitnymi okiennicami i platany w centrum pierwszego mijanego miasteczka (te widziane z autostrady nie liczą się), patrzę na sypiące się gospodarcze budynki, hurtownie win i chaszcze. Szczyt Ventoux w czapce i opasce na oczach śpi, zamiast mrugać magicznym okiem. Wjeżdżamy między winnice, robi się ładnie, ale Spider nie współpracuje. "Po co się zatrzymywać? Jedźmy na kolację! Zaraz wszystko pozamykają..." Używam gróźb karalnych. Skręca w boczną polną drogę, staje. Wychodzę z auta, zawiewa podmuchem arktycznym. Zimno, kurrrka na murrrku!!! Jak to?? Dlaczego??? A na poboczu... leży zdechły kot... chyba... Nie patrzę, nie widzę, kadruję. Z wyprężonymi nogami... może jakiś wypchany... mózg idzie tym razem w sukurs...  Nie-do-wia-ry!!!!

☀☀☀

Mistral hulał z większym lub mniejszym rozmachem przez wszystkie trzy dni naszego pobytu w Dolinie Sault. Zdjęcia w lawendzie zamiast w high-class-insta sukience mam w swetrze second-hand i z włosem rozwianym na cztery strony świata. A potem przenieśliśmy się w okolice Arles, gdzie odnalazła się błogość Południa.

czwartek, 9 czerwca 2022

Optymalizacja prozy życia. Tylko dla zuchwałych

Dziś gratka dla miłośników serii ze Spiderem. Zdradzę Wam, jakie są szczytowe osiągnięcia naszego bohatera w optymalizowaniu uciążliwych codziennych czynności. Podam trzy moim zdaniem najszczyt(ow)niejsze przykłady. Być może kogoś zainspirują do przemyślenia własnych procesów życiowych. :)

1. Spider nie zawraca sobie głowy odrywaniem ogonków z pomidorów. Kiedy przyrządza ulubioną kanapkę z serem i pomidorem, opłukuje tego ostatniego przez sekundę (dosłownie) pod bieżącą wodą, następnie NIE ODRYWAJĄC ZIELONEGO OGONKA odkraja z góry plasterki, a resztkę odkłada do lodówki, cały czas Z SZYPUŁKĄ. A nuż trafi się ktoś, komu będzie ona przeszkadzać...

2. Spider konsumuje inne warzywa i owoce wymagające żmudnych czynności pozbawiania niejadalnych części, odrywania, odkrajania, obierania, jedynie wtedy, kiedy dobra czarodziejka pozbawi je zbędnych fragmentów, umyje i położy w miseczce w lodówce na górnej półce. Na dolne Spider nie zagląda. Oszczędza nie tylko czas i zasoby energetyczne, ale również kręgosłup. ;)

3. Kiedy ścieli łóżko, nie zawraca sobie głowy wygładzaniem prześcieradła. Jak mu się zarzuci, tak śpi, czyli na pofałdowanym niczym Bałtyk w listopadzie. Jako certyfikowana księżniczka na ziarnku grochu, staram się nie przebywać podczas tej czynności w jego sypialni, ponieważ zrozumienie przekracza moje możliwości intelektualne oraz emocjonalne.

Przyznajcie sami - zarządzanie czasem i energią na poziomie mistrzowskim.

Drzeworyt Ogaty Gekko "Księżniczka Soto`ori i pająk", pożyczony z ukiyo-e.org 


poniedziałek, 14 lutego 2022

Walentynka

Drodzy,

ten dzień nie może obyć się bez życzeń.

Miłości Wam życzę bez ograniczeń.

Do ludzi, zwierząt i przedmiotów. (Taaak, można je kochać za ich ciche piękno i trwanie. Kocham moje obrazy, chińskie wazony, secesyjne grafiki...)

Do drzew, kwiatów, chmur i słońca.

Miast, regionów, kultur.

Do kina, muzyki, malarstwa, teatru.

Jazdy na łyżwach i jogi.

Sushi i szarlotki.

Mogłabym stworzyć tu naprawdę długą litanię.

Tyle obiektów, idei, zjawisk na tym jedynym dostępnym świecie można kochać. Czuć dzięki nim zachwyt, radość, błogość, spokój.

Wystarczy uruchomić zmysły, otworzyć głowę i 💗

oraz ruszyć ty.ek :)

Z miodnym całusem


piątek, 28 stycznia 2022

Bez tytułu












Poezja codzienności, sztuka chodnikowa. W wąskiej uliczce starego miasta we francuskim Nimes pośrodku lata. Takich zdarzeń, takich zderzeń nie przepuszcza moje czujne oko. Po ochłonięciu z lekkiego szoku poznawczego, decyduję się na interpretację, która nie będzie dołująca. Widzimy to, co chcemy...

Nawet na kupie śmieci, szczególnie na kupie śmieci jednorożec nie traci nic ze swojej cudowności. O tym pamiętać i nie rezygnować z jednorożców...


piątek, 12 października 2018

Pogwarek cd.

Akcja toczy się w samochodzie. Wujek opowiada Niuni o Anglii, którą niedawno wizytowaliśmy, i kładzie główny nacisk na naukowe tradycje Oksfordu spotykając się ze średnim zainteresowaniem.

- A wiesz ile muzeów ciocia odwiedziła? - zmienia nagle temat.
- Ile, wujeczku?
- Bardzo dużo...  (Nie doliczył się. ;) Zobaczyła tysiące obrazów...
- Tysiące??? - Niunia błyskawicznie przetwarza informację, po czym podsumowuje:
- Skaranie boskie z tą sztuką.


P.S. Pozwolę sobie nie zgodzić się z przedmówczynią. Poniżej przedstawiam niezbite dowody, iż jest wręcz przeciwnie, w Anglii otwarły się przede mną wrota raju. :)


Tate Britain

Bezdomny próbujący swoich sił w rysunku, mamroczący pod nosem, pokrzykujący od czasu do czasu. W tle "Chińskie lampiony" lub "Dziewczynki" Johna Singera Sargenta.

Performans, czyli ruchoma, żyjąca rzeźba, wciąż w Tate Britain.

"Ofelia" Johna Everetta Millais`a robi "na żywo" (że się tak nietaktownie wyrażę) porażające wrażenie.

Świetliste majaki Williama Turnera wreszcie w satysfakcjonujących ilościach. 

Żartobliwa i zmysłowa "Wenus i Mars" Sandro Botticellego w British Museum. 

Genialne "Ukoronowanie koroną cierniową" Hieronymusa Boscha

"Czesanie włosów" Edgara Degasa 
Itd. itd.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...