Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 października 2014

"Dziady" we Wrocławiu

Moja relacja z czasem jest coraz trudniejsza. Zupełnie się już nie rozumiemy. On ciągnie w jedną, ja w drugą. On pędzi w peletonie depcząc wszystko i nie rozglądając na boki, ja wlokę się w ogonie usiłując zobaczyć i zabrać ze sobą, ile się da. Doganiam go rzadko, tylko, gdy muszę. Wolę ogon. Trzeba sobie powiedzieć jasno - przyjaźń się skończyła.

Ostatnio udało mi się zagarnąć sporo wspaniałości. M.in.:

"Dziady" w Teatrze Polskim we Wrocławiu



Takiego Gustawa jeszcze nie było. Momentami męski i poważny, głównie jednak chłopięco niedojrzały i histeryczny. Artysta muzyk, sądząc z wokalnych popisów oraz rockowego wizerunku, i kabotyn. Chwilami kpiarski i zdystansowany, bierze wszystko w cudzysłów, kokietuje publiczność, zwracając się bezpośrednio do niej. Porzucony przez kobietę z krwi i kości, do której atrakcyjnych kształtów referuje kilkukrotnie, nieszczęśliwie zakochany w niej, w sobie, nie radzący sobie z uczuciami, z cierpieniem. W interpretacji Bartosza Porczyka Gustaw mieni się wszystkimi odcieniami znerwicowanego współczesnego mężczyzny. (Ups, sorry.)

Jako widz jestem w pełni usatysfakcjonowana tą szarżującą, świadczącą o talencie i charyzmie, niepozwalającą na chwilę znużenia rolą. Jako widz-kobieta... chciałabym zobaczyć jak Porczyk odnajduje w Gustawie mężczyznę-opokę, sprzed kryzysu tożsamości i dewaluacji miłości. Myślę, że byłoby to jeszcze bardziej fascynujące przeżycie.

Reżyser, Michał Zadara, znakomicie uwspółcześnił swoją inscenizację "Dziadów", części I, II i IV, przenosząc je w aktualne realia i kostium, unikając przy tym poprawiania Mickiewicza, czyli nieodzownego w "nowoczesnej" reżyserii teatralnej majstrowania przy tekście. Więcej! Serwując pełną, nieokrojoną wersję dramatu. Cześć Mu za to i chwała!

Akcja rozgrywa się m. in. w pokoju nastolatki w modnych okularach i luźnym koku na czubku głowy (dobra rola Anny Ilczuk), marzącej o wielkiej miłości, która nada sens istnieniu. W zapaskudzonym nielegalnie wysypywanymi śmieciami lesie, po którym błądzą myśliwi, a młodzi ludzie imprezują lub rozmawiają przy ognisku "o życiu". Obrzęd przyzywania duchów odbywa się na niedokończonej budowie, pod wodzą groteskowego Guślarza (Mariusz Kiljan), "oszołoma" na czele sekty. Nieodparty komizm i brawurowe aktorstwo scen II części (rewelacyjna Sylwia Boroń w roli Dziewczyny) nie ujmuje wagi przesłaniom przynoszonym przez poszczególne duchy.



Spektakl z dwoma przerwami trwa cztery godziny, bardzo młodzi w przeważającej części widzowie (licealiści jak mniemam z krągłej świeżości lic) siedzą nadspodziewanie cisi i zainteresowani jak na trudną, romantyczną mowę wiązaną, na koniec nagradzając twórców owacjami na stojąco. To, wespół z moją minirecenzją, powinno stanowić nie najgorszą rekomendację.

Na przyszły rok planowana jest premiera III części. Płonę z niecierpliwości.

środa, 11 kwietnia 2012

Poczekalnia.0. Warto tu posiedzieć.

Krystian Lupa w Poczekalni.0 zrealizowanej we wrocławskim Teatrze Polskim na Scenie na Świebodzkim stawia precyzyjną i przygnębiającą diagnozę zachodniej cywilizacji. Pokazuje rozpad języka, relacji międzyludzkich, znanej nam rzeczywistości. Rozpaczliwą szamotaninę asertywnych indywidualistów z kiepskiego reality show. Zagubienie w świecie bez drogowskazów, jakby nie patrzeć, elit społeczeństwa, gdyż bohaterowie to adepci aktorstwa, aspirujący reżyser, dziennikarka, małżeństwo z zamożnej klasy średniej.

Wysiedli przez pomyłkę na niewłaściwej stacji, nie mają nic do roboty poza ... konfrontacją. Oglądamy ich w tym znaczącym momencie niczym motyle poddawane preparacji przed przyszpileniem w gablotce reżysera - moralizatora czy reżysera - manipulatora i wielkiego brata?

Także widzowie stanowią część spektaklu, oświetleni reflektorami, włączeni w projekcje filmowe, obserwujący i obserwowani.

Dokąd popędzi pociąg, do którego w końcu wsiądą, chcąc wydostać się z zabazgranej graffiti, obskurnej poczekalni?



Ulgę, spokój, być może ratunek wydaje się nieść uważna rozmowa, jaką, pośród agresywnego, pustego słowotoku, nawiązują stara kobieta - była więźniarka Auschwitz i introwertyczny, młody aktor, odtwórca Hamleta w szkolnym przedstawieniu...



Przy tworzeniu scenariusza Poczekalni.0 uczestniczyć miała Dorota Masłowska - ekspertka od współczesności, która jak nikt "czuje" nowomowę. Ostatecznie do tej współpracy nie doszło. Tekst wyłonił się podczas improwizacji na próbach, należy więc podkreślić odważny wkład aktorów w powstawanie przedstawienia. Aktorsko zespół Teatru Polskiego jak zwykle trzyma dobry poziom, co powtarzają do znudzenia wszyscy recenzenci, więc i ja nie daruję. Podobała mi się Halina Rasiakówna jako Pani Hubert, Wojciech Ziemiański - Pan Hubert, Krzesisława Dubielówna - Panisława i Mirosław Haniszewski w roli Mirka.

Scena na dawnym Dworcu Świebodzkim nie potrzebowała "charakteryzacji" i swoim autentyzmem przyczyniła się do jeszcze silniejszego zatarcia granicy pomiędzy teatrem, życiem i reality show. (Dokąd zmierza współczesny teatr?)

Ciekawych tego eksperymentu jest wielu - widownia była zapełniona, pomimo Wielkiego Piątku. Pod koniec pierwszego aktu zwolniło się kilka miejsc. Grupa starszych ludzi z hałasem opuściła poczekalnię. Ich pociąg podjechał najprędzej.

środa, 22 lutego 2012

"Spotkanie"



"Spotkanie" to spektakl wyreżyserowany i zagrany przez dwie znakomite aktorki Joannę Szczepkowską i Dorotę Landowską, które pamiętam ze złotych czasów Teatru Telewizji w latach 90. Ich kunszt aktorski bynajmniej się z racji rzadszej obecności na małym ekranie nie umniejszył, o czym można się przekonać we wrocławskim Imparcie, gdzie przedstawienie miało w lutym premierę.

Tekst Davida Hare pozwolił obu aktorkom stworzyć prawdziwe, wzruszające postaci kobiet, różniących się charakterami, temperamentami, poglądami na świat, które przez kilkanaście lat stały po przeciwnych stronach barykady. Jedna była żoną, druga kochanką mężczyzny. Przez kilkanaście lat świadomymi swojego istnienia, skazanymi na życie w trójkącie, w rozdarciu i frustracji. Prawdopodobnie nienawidząc tej drugiej i zastanawiając się nieustannie, dlaczego on nie potrafi jej zostawić. Szczera rozmowa obu pań, zrozumienie, może nawet przyjaźń jest możliwa dopiero, gdy mężczyzna znajdzie sobie kolejną partnerkę...

To sztuka o idealistycznych oczekiwaniach i rozczarowaniach, jakie niesie życie, drugi człowiek. O miłości niepełnej, niedoskonałej jak niedoskonała jest ludzka natura.

Szczepkowska i Landowska wygrywają bez szarż i wytaczania armat zarówno dramatyczne monologi, jak i komiczne momenty. Towarzyszy im przepiękna muzyka skomponowana przez Jarka Śmietanę. Warto posłuchać, popatrzeć, pomyśleć.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...