czwartek, 29 stycznia 2026

Rozmawiając z ...

Lubię ten vintage`owy pejzaż. Na błękitnym niebie zamaszystym świadomym gestem stłoczone chmury, gładka powierzchnia płynącej spokojnie rzeki. Letni dzień. Miasteczko we francuskich czy może belgijskich szarościach na drugim brzegu i prowadzący do niego most. Patrzymy oczami malarza z wyniosłości piaszczysto-trawiastego pagórka. Autor opatrzył swoje dzieło sygnaturą nie na tyle wyraźną, żeby mieć pewność. Być może jest to Rene Brincourt, jak twierdzi wyszukiwarka, i praca z lat powojennych.

Zakupiony kilka lat temu w zagubionej wśród pagórków dolnośląskich wsi, w poniemieckich zabudowaniach gospodarczych, które służyły za magazyn antyków oraz rupieci, głównie mebli przywożonych tirami z Niemiec i Szwajcarii. Miejscu, które już nie istnieje, ponieważ właściciel przeniósł się do lepszego świata. Wyciągnęłam ten pejzaż z długiej półki zawalonej dziesiątkami płócien, grafik, haftowanych obrazków. Zakurzonych, z połamanymi ramami, potłuczonymi szybami. Ten na szczęście leżakował na tyle krótko, że nie zdążył spleśnieć ani przejść zapachem wilgoci. Potem czekał cierpliwie pod ścianą w naszym suchym mieszkaniu na swój czas. I doczekał się wreszcie fantastycznego oczyszczenia i zawerniksowania przez profesjonalną konserwatorkę. (Tylko takie polecam.)

Oddaje z nawiązką. Odwdzięcza się pięknem barw, kompozycji, dobrego warsztatu i... dialogiem, bo można prowadzić rozmowy z artefaktami. O tym, co pokazują na zewnątrz i co kryją w środku.

Oczywiście nie ma jeszcze swojego miejsca na ścianie, choć posiada już ramę, wyszykowaną przez Spidera. I generalnie jestem dumna, że dostał u nas drugie życie.

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Pogwarki

Oglądam z nastoletnią Osobą film w telewizji. W ulewnym deszczu opuszczają trumnę do grobu. Osóbka stwierdza:

- Ale głupio... Nawet człowiek nie wie, jaka jest pogoda w dniu jego pogrzebu.

Dotkliwie celna uwaga.




poniedziałek, 22 grudnia 2025

Słonecznie

Odrobina słońca w każdej postaci wydaje się dziś pożądana. Równie dobrze w formie kamiennego detalu z gotyckiej katedry w Metz. Pozytywna nowina jest taka, że najgorsze mamy za sobą i dzień będzie się wydłużał. Niestety poo-woo-luuu-tkuuuuu...













środa, 10 grudnia 2025

Terapia sztuką

"Nieprzypadkowe historie" - wystawa Eugeniusza Józefowicza w Galerii Neon przy wrocławskiej ASP. Z grudniowych ciemności wchodzi się w rozgrzewającą feerię barw, zabawę linią, kształtem, plamą, w towarzystwo lewitujących postaci. Wszystko tu płynie jak w medytacji zen, sprzyja poddaniu się błogostanowi, a przynajmniej lekkości ducha. Tytuły dodają pogodnego tonu przemyśleniom i opowieściom przełożonym na obraz.

Pośród wielu innych artystycznych aktywności Józefowicz zajmował się arteterapią, jest autorem publikacji na ten temat. W ulotce towarzyszącej wystawie deklaruje: "Pracując jako edukator sztuki wielokrotnie aranżowałem warsztaty twórcze przy kreacji plastycznej dla ludzi w różnym wieku. Najczęściej proponowałem im aktywność, na którą sam miałbym ochotę. Kiedy skończyłem sześćdziesiąt lat, postanowiłem aranżować takie przeżycia tylko z samym sobą."

Na szczęście efektami tych operacji zdecydował się podzielić i zaprawdę zaświadczam, że arteterapia działa również doskonale poprzez patrzenie.


































Dla równowagi po prawej stronie galerii dominują prace czarno-białe, te jednak zostawiłam sobie na kolejną wizytę...

wtorek, 25 listopada 2025

Powrót Wielkiej Nieobecnej

Dyskusja z moją ulubioną nastolatką, którą znacie pod wdzięczną ksywką - Niunia, a która właśnie w przypływie uznania dla literatury blogowej i jej pamiętnikarskich zasług, uchyliła zakaz pisania o sobie. (Czytajcie, bo łaska nastoletnia na koniu z ADHD jeździ.)

CIOTKA: Proszę mi tu nie odwracać kota ogonem. Mam już jednego takiego, który się w tym specjalizuje...

MŁODA OSÓBKA: To ja będę odwracać PSA, ciociu... Nawet wolę.

Także ten... nie wiem, czy podołam... :)

Do powyższego zwierzyńca dorzucam zająca obróconego głową przez szwedzkiego malarza Bruno Liljeforsa.

niedziela, 16 listopada 2025

Pomiędzy

Niedzielnie pozdrawiam z nowego miejsca w malowniczym cieniu secesji i żarówki na drucie, świadczącej o nazbyt licznych ostatnio mężowskich podróżach służbowych uniemożliwiających przeprowadzenie operacji zawieszania lamp i żyrandoli.






Jednak nadal w moim sercu żyje poprzednie mieszkanie, mniejsze i pod koniec już niemożliwie zagracone, ale tak bardzo moje. Rozkoszna oaza ze zbliżonym do ideału układem obrazów na ścianach i ceramiki na każdej dostępnej powierzchni. Z cudownym miejscem do czytania przy wielkim oknie balkonowym z widokiem na ogrom nieba i niekończące się spektakle chmur, na historyczne dzielnice Wrocławia i uroczy zadrzewiony skwer. To mieszkanie było jak stworzony przeze mnie mikrokosmos, który pamiętam w najdrobniejszych szczegółach. Miało też kilka minusów, ale o tym innym razem. :)

Łącznikiem między dawnym i nowym jest ten obraz szwajcarskiego malarza Ericha Sahli z 1968, który zakupiłam lata temu okazyjnie na giełdzie antyków i staroci, który uwielbiam i wynosiłabym w pierwszej kolejności w razie... dowolnej klęski żywiołowej. Chwilowo prowizorycznie umieszczony na gablotce w salonie, tak że mam go cały czas na/w oku. Pierwszy w długiej kolejce chętnych do powieszenia.


niedziela, 5 października 2025

Mała aktualizacja

Mili Moi, powiem trzy słowa...

PRZEPROWADZKA

KOSZMAR

RATUNKUUUUUU!!!!!!!!!



Dla zainteresowanych sztuką oraz z szacunku dla autorki drzeworytu - opis na tabliczce po lewej. Zdjęcia z wystawy "Ukryty modernizm. Fascynacja okultyzmem około 1900 roku", którą z entuzjazmem "zaliczyłam" w Muzeum Leopoldów w Wiedniu w drodze powrotnej z wakacji. Polecam gorąco i muzeum, i wystawę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...