Nastoletnia Osoba pomaga na sprawdzianach z matmy przystojnemu koledze...
Po otrzymaniu ocen za ostatni oznajmił:
- Ledwie ZDALIŚMY. MUSISZ SIĘ więcej uczyć...
LOL i XD, czyli naprawdę setnie się ubawiłam.
Nastoletnia Osoba pomaga na sprawdzianach z matmy przystojnemu koledze...
Po otrzymaniu ocen za ostatni oznajmił:
- Ledwie ZDALIŚMY. MUSISZ SIĘ więcej uczyć...
LOL i XD, czyli naprawdę setnie się ubawiłam.
Wystawa "Dom dzienny, dom nocny. Prace z kolekcji Radosława Kotarskiego" w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie (MOCAK) dobiegała końca. Bardzo mi zależało, żeby ją zobaczyć i cieszę się, że pomimo różnych trudności dotarłam w ostatni piątek.
... w Muzeum Architektury we Wrocławiu trwa retrospektywna wystawa Anny Szpakowskiej-Kujawskiej. I tak sobie myślę... w nawiązaniu do Michałowskiej w Mieszkaniu Geppertów. Obie panie łączy wiele podobieństw - urodzone w latach 30. XX wieku w inteligenckich rodzinach, obdarzone wyobraźnią i talentem plastycznym, ukończyły wrocławską PWSSP w latach 50., w przypadku Michałowskiej mąż-artysta, trójka dzieci, kilkuletni pobyt w Gwinei z małżonkiem wykładającym na wydziale rzeźby, Szpakowska wyszła za mąż za architekta, również spędziła z nim kilka lat w Afryce, mieli dwóch synów...
Jak wiele uwarunkowań zewnętrznych i wewnętrznych wpłynęło na to, że tylko jedna z nich zapisze się w historii polskiej sztuki, stworzyła tysiące dzieł (i nadal to robi w 95 roku życia). Abstrahując od makroskali i wielkich procesów, jakie składowe muszą zaistnieć, żeby przełożyć się na ten wewnętrzny napęd do tworzenia, energię, która pcha do codziennego działania, którą jedni mają w nadmiarze, inni w niedoborze. Jaki zestaw cech psychofizycznych, na które mamy niewielki wpływ, dzieciństwo, "towarzysz życia", miejsce zamieszkania, środowisko...
Odpowiedzi być może śnią się filozofom, ale rano ich nie pamiętają.
Dzisiaj (piątek, do 19.00) ostatnia okazja, żeby zobaczyć w Galerii Mieszkanie Geppertów we Wrocławiu wystawę "Niektórzy nie pamiętają koloru oczu swojej matki". Jak zwykle w przypadku Art Transparent ekspozycję przemyślaną, starannie przygotowaną, z kapitalnym doborem prac.
Tym razem zderzamy się z niepamięcią i nieistnieniem w historii polskiej sztuki Krystyny Michałowskiej - Podsiadły (1936-2005). I pytaniem - ile jeszcze utalentowanych artystek (naukowczyń, działaczek etc.) nie miało szansy zapisać się w dziejach świata z powodu bezwzględnych uwarunkowań polityczno-społeczno-kulturowych, dominacji mężczyzn na agorze i ograniczaniu (również samoograniczaniu) kobiet do ról "opiekunek domowego ogniska", ostatecznie "muz" czy "towarzyszek życia artysty".
Ciekawe wczesne studenckie prace Michałowskiej, kilka zachowanych porażających płócien z dojrzałego okresu, przejmujące smutkiem rysunki, projekty talerzy i lalki świadczą o wszechstronnym talencie. Prezentowane obok na dwóch ekranach filmy artystek dużo młodszego pokolenia Alicji Kielan i Ilony Witkowskiej zawierają wypowiedzi dorosłych dzieci Michałowskiej i refleksje na temat odbioru jej zapomnianej twórczości przez artystów młodego pokolenia.
Lubię ten vintage`owy pejzaż. Na błękitnym niebie zamaszystym świadomym gestem stłoczone chmury, gładka powierzchnia płynącej spokojnie rzeki. Letni dzień. Miasteczko we francuskich czy może belgijskich szarościach na drugim brzegu i prowadzący do niego most. Patrzymy oczami malarza z wyniosłości piaszczysto-trawiastego pagórka. Autor opatrzył swoje dzieło sygnaturą nie na tyle wyraźną, żeby mieć pewność. Być może jest to Rene Brincourt, jak twierdzi wyszukiwarka, i praca z lat powojennych.
Zakupiony kilka lat temu w zagubionej wśród pagórków dolnośląskich wsi, w poniemieckich zabudowaniach gospodarczych, które służyły za magazyn antyków oraz rupieci, głównie mebli przywożonych tirami z Niemiec i Szwajcarii. Miejscu, które już nie istnieje, ponieważ właściciel przeniósł się do lepszego świata. Wyciągnęłam ten pejzaż z długiej półki zawalonej dziesiątkami płócien, grafik, haftowanych obrazków. Zakurzonych, z połamanymi ramami, potłuczonymi szybami. Ten na szczęście leżakował na tyle krótko, że nie zdążył spleśnieć ani przejść zapachem wilgoci. Potem czekał cierpliwie pod ścianą w naszym suchym mieszkaniu na swój czas. I doczekał się wreszcie fantastycznego oczyszczenia i zawerniksowania przez profesjonalną konserwatorkę. (Tylko takie polecam.)
Oddaje z nawiązką. Odwdzięcza się pięknem barw, kompozycji, dobrego warsztatu i... dialogiem, bo można prowadzić rozmowy z artefaktami. O tym, co pokazują na zewnątrz i co kryją w środku.
Oczywiście nie ma jeszcze swojego miejsca na ścianie, choć posiada już ramę, wyszykowaną przez Spidera. I generalnie jestem dumna, że dostał u nas drugie życie.Oglądam z nastoletnią Osobą film w telewizji. W ulewnym deszczu opuszczają trumnę do grobu. Osóbka stwierdza:
- Ale głupio... Nawet człowiek nie wie, jaka jest pogoda w dniu jego pogrzebu.
Dotkliwie celna uwaga.
Odrobina słońca w każdej postaci wydaje się dziś pożądana. Równie dobrze w formie kamiennego detalu z gotyckiej katedry w Metz. Pozytywna nowina jest taka, że najgorsze mamy za sobą i dzień będzie się wydłużał. Niestety poo-woo-luuu-tkuuuuu...