Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka współczesna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka współczesna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 lutego 2026

W MOCAKU

Wystawa "Dom dzienny, dom nocny. Prace z kolekcji Radosława Kotarskiego" w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie (MOCAK) dobiegała końca. Bardzo mi zależało, żeby ją zobaczyć i cieszę się, że pomimo różnych życiowych trudności dotarłam w ostatni piątek.

Wiele gorących nazwisk, chociaż nie tylko, oryginalne i wyraziste "charaktery pisma", krzyk i szept, dystans i trudne emocje... Kilka prac - Lii Kimury, Konrada Żukowskiego, Karoliny Żądło - pozostanie ze mną na długo.


Lia Kimura, Found to be lost again

Lia Kimura, Silence

Aleksandra Waliszewska, bez tytułu


Emilia Kina, bez tytułu; Karolina Jabłońska, Zamarznięta głowa 
Karolina Żądło, Rozpacz
Paulina Stasik, W lustrze
(od lewej) Adam Lupton, Kiedy wyciek tworzy jezioro
Konrad Żukowski, Zapalniczka
Konrad Żukowski, Zerkanie


Konrad Żukowski, Zerkanie




poniedziałek, 9 lutego 2026

Tymczasem...

... w Muzeum Architektury we Wrocławiu trwa retrospektywna wystawa Anny Szpakowskiej-Kujawskiej. I tak sobie myślę... w nawiązaniu do Michałowskiej w Mieszkaniu Geppertów. Obie panie łączy wiele podobieństw - urodzone w latach 30. XX wieku w inteligenckich rodzinach, obdarzone wyobraźnią i talentem plastycznym, ukończyły wrocławską PWSSP w latach 50., w przypadku Michałowskiej mąż-artysta, trójka dzieci, kilkuletni pobyt w Gwinei z małżonkiem wykładającym na wydziale rzeźby, Szpakowska wyszła za mąż za architekta, również spędziła z nim kilka lat w Afryce, mieli dwóch synów...

Jak wiele uwarunkowań zewnętrznych i wewnętrznych wpłynęło na to, że tylko jedna z nich zapisze się w historii polskiej sztuki, stworzyła tysiące dzieł (i nadal to robi w 95 roku życia). Abstrahując od makroskali i wielkich procesów, jakie składowe muszą zaistnieć, żeby przełożyć się na ten wewnętrzny napęd do tworzenia, energię, która pcha do codziennego działania, którą jedni mają w nadmiarze, inni w niedoborze. Jaki zestaw cech psychofizycznych, na które mamy niewielki wpływ, dzieciństwo, "towarzysz życia", miejsce zamieszkania, środowisko...

Odpowiedzi być może śnią się filozofom, ale rano ich nie pamiętają.


czwartek, 5 lutego 2026

Ostatnia okazja

Dzisiaj (piątek, do 19.00) ostatnia okazja, żeby zobaczyć w Galerii Mieszkanie Geppertów we Wrocławiu wystawę "Niektórzy nie pamiętają koloru oczu swojej matki". Jak zwykle w przypadku Art Transparent ekspozycję przemyślaną, starannie przygotowaną, z kapitalnym doborem prac.

Tym razem zderzamy się z niepamięcią i nieistnieniem w historii polskiej sztuki Krystyny Michałowskiej - Podsiadły (1936-2005). I pytaniem - ile jeszcze utalentowanych artystek (naukowczyń, działaczek etc.) nie miało szansy zapisać się w dziejach świata z powodu bezwzględnych uwarunkowań polityczno-społeczno-kulturowych, dominacji mężczyzn na agorze i ograniczaniu (również samoograniczaniu) kobiet do ról "opiekunek domowego ogniska", ostatecznie "muz" czy "towarzyszek życia artysty".

Ciekawe wczesne studenckie prace Michałowskiej, kilka zachowanych porażających płócien z dojrzałego okresu, przejmujące smutkiem rysunki, projekty talerzy i lalki świadczą o wszechstronnym talencie. Prezentowane obok na dwóch ekranach filmy Alicji Kielan i Ilony Witkowskiej zawierają wypowiedzi dorosłych dzieci Michałowskiej i refleksje na temat odbioru jej zapomnianej twórczości przez artystów młodego pokolenia.







środa, 10 grudnia 2025

Terapia sztuką

"Nieprzypadkowe historie" - wystawa Eugeniusza Józefowicza w Galerii Neon przy wrocławskiej ASP. Z grudniowych ciemności wchodzi się w rozgrzewającą feerię barw, zabawę linią, kształtem, plamą, w towarzystwo lewitujących postaci. Wszystko tu płynie jak w medytacji zen, sprzyja poddaniu się błogostanowi, a przynajmniej lekkości ducha. Tytuły dodają pogodnego tonu przemyśleniom i opowieściom przełożonym na obraz.

Pośród wielu innych artystycznych aktywności Józefowicz zajmował się arteterapią, jest autorem publikacji na ten temat. W ulotce towarzyszącej wystawie deklaruje: "Pracując jako edukator sztuki wielokrotnie aranżowałem warsztaty twórcze przy kreacji plastycznej dla ludzi w różnym wieku. Najczęściej proponowałem im aktywność, na którą sam miałbym ochotę. Kiedy skończyłem sześćdziesiąt lat, postanowiłem aranżować takie przeżycia tylko z samym sobą."

Na szczęście efektami tych operacji zdecydował się podzielić i zaprawdę zaświadczam, że arteterapia działa również doskonale poprzez patrzenie.


































Dla równowagi po prawej stronie galerii dominują prace czarno-białe, te jednak zostawiłam sobie na kolejną wizytę...

piątek, 11 lipca 2025

Wycieczka do Warszawy


Aktualna wystawa "Przestrzenie” w Zachęcie jest dla współczesnego odbiorcy nadzwyczajną okazją, żeby poddać się fascynującej zabawie i pracy z otoczeniem, kolorem, dźwiękiem oraz... czasem. Rekonstruuje bowiem historyczne działania polskich twórców z przestrzenią, tzw. environmenty, zaczynając od końca lat 50. przez 60. i 70. W ustrojowych i mentalnych odmętach PRL-u, artyści we współpracy z galeriami sztuki współczesnej w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Zielonej Górze realizowali absolutnie nowatorskie koncepcje, poszerzające zakresy oddziaływania, będące zaczątkiem późniejszych instalacji i performensów.

Zdzisław Jurkiewicz

***
Wojciech Fangor, Stanisław Zamecznik



W ubiegłym roku podczas ekspozycji we wrocławskiej Fundacji Krupów widziałam kronikę filmową z lat 50. relacjonującą "eksperyment" W. Fangora i S. Zamecznika, od pierwszego do ostatniego kadru w prześmiewczym tonie. M.in. zestawiono czarne wibrujące półkole Fangora ze zmierzwioną czupryną (kołtunem?) chłopa odwiedzającego wystawę. Całości towarzyszył podkładany rechot, jak nie przymierzając w amerykańskich serialach.
Wielkie było moje zaskoczenie (poszłam bez przygotowania) i ekscytacja (większa nawet niż u wspomnianego chłopa), kiedy w Zachęcie w pierwszej sali ujrzałam rekonstrukcję tegoż "eksperymentu".


W ostatnim pomieszczeniu poświęconym dokumentacji polskich environmentów można obejrzeć także tę rzeczywiście komiczną z dzisiejszego punktu widzenia kronikę.

Wspaniałe lewitujące w mrokach (patriarchalnych) prace Marii Pinińskiej-Bereś

"Keep smiling" M. Pinińska-Bereś

Ewa Partum

wtorek, 23 kwietnia 2024

O religijności?

Nie to, że zapomniałam zabrać albo naładować, bo takie sytuacje się NIE ZDARZAJĄ. Wczesnym wieczorem w mieście wyłączył mi się z niewiadomych powodów telefon i nie udało się go ponownie uruchomić... Przez jakieś 15 minut!!! I zrobiło się dziwnie... Poczułam się bezbronna, niepewna, samotna, zdana tylko na siebie, oddzielna, odseparowana od świata. Bez ochrony, obrony, towarzysza, łącznika ze wszystkimi i wszystkim, na kim, czym mogę polegać...

Zaprawdę nowoczesne technologie to nowa religia, a smartfon przejął role anioła stróża, ducha świętego, wszechogarniającego, wszechwiedzącego bóstwa, jak również funkcje modlitewnika, domowej kapliczki, przenośnego ołtarzyka... 






P.S.1. Nie mogłam zdecydować się na jedną ilustrację do tekstu, dlatego będą trzy równie atrakcyjne do wyboru... ;) 1. Patrycja Piętka "Zmierzch horyzontu zdarzeń", aktualnie na wystawie w Galerii Miejskiej we Wrocławiu. 2. Ida Karkoszka, "Patrzmy, jak umierają ludzie", ekspozycja czasowa "Z popiołów" w Zachęcie 3. Krzysztof Klimek "Opole Lubelskie, Przystanek PKS, garaż", wystawa "Teraz wolę widoki", tamże.
P.S.2. Tak, byłam znowu w Warszawie. :)
    

środa, 3 stycznia 2024

Kulturalny początek



W nowym roku muszę jeszcze
 odnotować, że w końcówce starego widziałam niewielką, ale znakomitą wystawę w Galerii Mieszkanie Gepperta. „Twoje spojrzenie uderza w bok mojej twarzy” było kapitalnym zestawieniem dwóch związanych z Wrocławiem artystek, malarek, graficzek, które dzieli pół wieku. Krzesława Maliszewska - oszczędna w formie, stonowana kolorystycznie, ryzykująca lakonicznością komunikatu obojętność mniej zdeterminowanego odbiorcy. I stanowiąca jej przeciwieństwo pod każdym względem Alex Urban - z formalną brawurą i emocjonalną wolnością od lat, wręcz prekursorsko, podejmująca trudne, niewygodne tematy, patologii społecznych, przemocy, obsesji i lęków.

Zderzenie, które unaocznia, jak bardzo zmieniło się i nadal zmienia istnienie kobiet w sztuce i w świecie.


piątek, 14 kwietnia 2023

Dzień prawie idealny

Korzystam z każdej nadarzającej się okazji (czyt. tworzę sytuacje wymagające nieodzownej bytności), żeby tylko zaciągnąć Spidera do Warszawy. Byliśmy w lutym i marcu, w kwietniu raczej się nie zapowiada, ale już w maju coś się kroi.😊

W którąś lutową niedzielę pojechaliśmy na jednodniową wycieczkę, żeby odebrać zakupiony obrazek (firmom kurierskim nie można przecież w takich kwestiach zawierzać😏) oraz rozświetlić mroki zimy za pomocą niezawodnej metody - sztuki. Udało się zobaczyć w Muzeum Narodowym powszechnie zachwalaną wystawę "Przesilenie. Malarstwo Północy 1880-1910". Trzy bardzo satysfakcjonujące godziny wśród obrazów i myśli. M.in. o harmonii i majestacie naturalnego świata, czerpaniu z niego siły, spokoju i niemożliwym do zrealizowania pragnieniu bycia jego integralną częścią. Zaskakująco znaczący udział kobiet malarek w artystycznym życiu Skandynawii w tymże okresie.





Zostało jeszcze pół godziny, żeby wpaść na stałą ekspozycję MN i pozachwycać się Pankiewiczem. To jest temat dla psychoanalityka, dlaczego za każdym razem inny artysta rezonuje z moją psychiką... A dzięki chwalebnie długim godzinom otwarcia Zachęty (codziennie do 20.00!), nie pogardziliśmy retrospektywą znakomitego rysownika i grafika Tadeusza Kulisiewicza.













Na koniec, aby i ciało coś miało z tego stolicznego dnia, pojechaliśmy na kolację do Pracowni Sushi na Woli. 10 minut autem od Zachęty, rezerwacja na 20.20, ponieważ miejsce jest w weekendy oblegane. Wcale się nie chwalę, ale do optymalnych harmonogramów mam talent. Sushi z Pracowni okazało się, niestety, słabo dopracowane, nie polecam. "Liczyłaś na świeżego łososia w niedzielę wieczorem??" - podsumował Spider. Nooo, strasznie roszczeniowa jestem. Być może w poniedziałki lub wtorki bywa smaczniej...

Ok. 22 wyruszyliśmy w drogę powrotną do Wrocka. Kochamy własne łóżka oraz domowe jedzenie i rozstajemy się z nimi tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne. Nocne podróże z dobrą muzyką również lubimy. Mojemu rycerzowi, który nie przemęcza się, a wręcz regeneruje w muzeach, dopisuje za kółkiem energia, ja mogę zamknąć zmęczone oczy i zasnąć.

sobota, 31 grudnia 2022

Pałac Pamięci

Dzień dobry, nieróbstwo w ulu należy odnotować, umiarkowanie napiętnować i obiecać noworoczną poprawę... :)












Jako zadośćuczynienie proponuję próbkę niezwykle intensywnej formalnie i treściowo twórczości hinduskiego artysty Raqiba Shaw. Przyszedł na świat w 1974 roku w Kalkucie, dorastał w Kaszmirze, skąd musiał uciekać z rodziną na skutek politycznych zamieszek do New Dehli. Po ukończeniu liceum pracował w sklepie wuja handlującego biżuterią, antykami, orientalnymi dywanami. Interesy przywiodły go do Londynu, a pierwsza wizyta w National Gallery, sprawiła, jak wieść niesie, że postanowił związać swoje życie ze sztuką. Tak też uczynił. Wrócił po kilku latach do Londynu, żeby odbyć studia artystyczne i zamieszkać tu na stałe.

Jego niewielką wystawę zatytułowaną "Pałac Pamięci" obejrzałam w wakacje w Muzeum Sztuki Nowoczesnej Ca Pesaro w Wenecji. Ekspozycja miała być z założenia poświęcona tematyce straty ojczyzny i sytuacji uchodźcy, emigranta, którą artysta zna z autopsji. Dodatkowy walor prezentowanych prac stanowiły odniesienia do malarstwa włoskich, w szczególności weneckich mistrzów.




























Z reguły nie czytam recenzji i nie słucham opinii przed obejrzeniem wystawy, filmu, spektaklu, żeby nie zakłócać własnego odbioru. Twórczość Shaw`a podglądnęłam trochę w sieci, przygotowując się do weneckiego karnawału sztuk pięknych (czyt. usiłując poddać kontroli nadciągające szaleństwo) i uznałam, że absolutnie, koniecznie trzeba na żywo.

W rzeczy samej żadne zdjęcia nie oddadzą bogactwa stosowanej przez artystę techniki emalii, konturowania złotem, użycia jaskrawych farb przemysłowych, blasku doklejonych kryształów. Jego obrazy błyszczą i mienią się kolorami niczym klejnoty ze skarbca maharadży. Przytłaczają na pierwszy rzut oka. Warstwa znaczeniowa nie ustępuje wielością symboli, odniesień, możliwych interpretacji. Niektóre prace wręcz "pękają w szwach", jakby artysta chciał zawrzeć w nich całe piękno i okrucieństwo świata. Zderza harmonię natury z chaosem cywilizacji, spokój z hałasem i brutalnością budując dramatyczne narracje.


Osobiście najwyraźniej odczytałam pytanie o rolę i wybory artysty w kontekście rzeczywistości pełnej przemocy na tak wielu poziomach. Pytanie to, a może prowokacja dotyka również każdego z odbiorców sztuki i wiadomości ze świata. Na ile nieszczęścia mniej i bardziej odległych krajów, obcych ludzi dotyczą uprzywilejowanej enklawy? Czy etyczne jest stworzyć sobie prywatny raj, kiedy wokół rozgrywają się piekielne sceny? A może mamy prawo nie wpuszczać przerażającego świata zewnętrznego do własnego wypielęgnowanego ogrodu? Jak długo zachowamy to prawo pozostając biernym i obojętnym?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...