Wystawa "Dom dzienny, dom nocny. Prace z kolekcji Radosława Kotarskiego" w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie (MOCAK) dobiegała końca. Bardzo mi zależało, żeby ją zobaczyć i cieszę się, że pomimo różnych życiowych trudności dotarłam w ostatni piątek.
poniedziałek, 16 lutego 2026
W MOCAKU
poniedziałek, 9 lutego 2026
Tymczasem...
... w Muzeum Architektury we Wrocławiu trwa retrospektywna wystawa Anny Szpakowskiej-Kujawskiej. I tak sobie myślę... w nawiązaniu do Michałowskiej w Mieszkaniu Geppertów. Obie panie łączy wiele podobieństw - urodzone w latach 30. XX wieku w inteligenckich rodzinach, obdarzone wyobraźnią i talentem plastycznym, ukończyły wrocławską PWSSP w latach 50., w przypadku Michałowskiej mąż-artysta, trójka dzieci, kilkuletni pobyt w Gwinei z małżonkiem wykładającym na wydziale rzeźby, Szpakowska wyszła za mąż za architekta, również spędziła z nim kilka lat w Afryce, mieli dwóch synów...
Jak wiele uwarunkowań zewnętrznych i wewnętrznych wpłynęło na to, że tylko jedna z nich zapisze się w historii polskiej sztuki, stworzyła tysiące dzieł (i nadal to robi w 95 roku życia). Abstrahując od makroskali i wielkich procesów, jakie składowe muszą zaistnieć, żeby przełożyć się na ten wewnętrzny napęd do tworzenia, energię, która pcha do codziennego działania, którą jedni mają w nadmiarze, inni w niedoborze. Jaki zestaw cech psychofizycznych, na które mamy niewielki wpływ, dzieciństwo, "towarzysz życia", miejsce zamieszkania, środowisko...
Odpowiedzi być może śnią się filozofom, ale rano ich nie pamiętają.
czwartek, 5 lutego 2026
Ostatnia okazja
Dzisiaj (piątek, do 19.00) ostatnia okazja, żeby zobaczyć w Galerii Mieszkanie Geppertów we Wrocławiu wystawę "Niektórzy nie pamiętają koloru oczu swojej matki". Jak zwykle w przypadku Art Transparent ekspozycję przemyślaną, starannie przygotowaną, z kapitalnym doborem prac.
Tym razem zderzamy się z niepamięcią i nieistnieniem w historii polskiej sztuki Krystyny Michałowskiej - Podsiadły (1936-2005). I pytaniem - ile jeszcze utalentowanych artystek (naukowczyń, działaczek etc.) nie miało szansy zapisać się w dziejach świata z powodu bezwzględnych uwarunkowań polityczno-społeczno-kulturowych, dominacji mężczyzn na agorze i ograniczaniu (również samoograniczaniu) kobiet do ról "opiekunek domowego ogniska", ostatecznie "muz" czy "towarzyszek życia artysty".
Ciekawe wczesne studenckie prace Michałowskiej, kilka zachowanych porażających płócien z dojrzałego okresu, przejmujące smutkiem rysunki, projekty talerzy i lalki świadczą o wszechstronnym talencie. Prezentowane obok na dwóch ekranach filmy Alicji Kielan i Ilony Witkowskiej zawierają wypowiedzi dorosłych dzieci Michałowskiej i refleksje na temat odbioru jej zapomnianej twórczości przez artystów młodego pokolenia.
środa, 10 grudnia 2025
Terapia sztuką
"Nieprzypadkowe historie" - wystawa Eugeniusza Józefowicza w Galerii Neon przy wrocławskiej ASP. Z grudniowych ciemności wchodzi się w rozgrzewającą feerię barw, zabawę linią, kształtem, plamą, w towarzystwo lewitujących postaci. Wszystko tu płynie jak w medytacji zen, sprzyja poddaniu się błogostanowi, a przynajmniej lekkości ducha. Tytuły dodają pogodnego tonu przemyśleniom i opowieściom przełożonym na obraz.
Pośród wielu innych artystycznych aktywności Józefowicz zajmował się arteterapią, jest autorem publikacji na ten temat. W ulotce towarzyszącej wystawie deklaruje: "Pracując jako edukator sztuki wielokrotnie aranżowałem warsztaty twórcze przy kreacji plastycznej dla ludzi w różnym wieku. Najczęściej proponowałem im aktywność, na którą sam miałbym ochotę. Kiedy skończyłem sześćdziesiąt lat, postanowiłem aranżować takie przeżycia tylko z samym sobą."
Na szczęście efektami tych operacji zdecydował się podzielić i zaprawdę zaświadczam, że arteterapia działa również doskonale poprzez patrzenie.
Dla równowagi po prawej stronie galerii dominują prace czarno-białe, te jednak zostawiłam sobie na kolejną wizytę...
piątek, 11 lipca 2025
Wycieczka do Warszawy
W ostatnim pomieszczeniu poświęconym dokumentacji polskich environmentów można obejrzeć także tę rzeczywiście komiczną z dzisiejszego punktu widzenia kronikę.
![]() |
| Ewa Partum |
wtorek, 23 kwietnia 2024
O religijności?
Nie to, że zapomniałam zabrać albo naładować, bo takie sytuacje się NIE ZDARZAJĄ. Wczesnym wieczorem w mieście wyłączył mi się z niewiadomych powodów telefon i nie udało się go ponownie uruchomić... Przez jakieś 15 minut!!! I zrobiło się dziwnie... Poczułam się bezbronna, niepewna, samotna, zdana tylko na siebie, oddzielna, odseparowana od świata. Bez ochrony, obrony, towarzysza, łącznika ze wszystkimi i wszystkim, na kim, czym mogę polegać...
Zaprawdę nowoczesne technologie to nowa religia, a smartfon przejął role anioła stróża, ducha świętego, wszechogarniającego, wszechwiedzącego bóstwa, jak również funkcje modlitewnika, domowej kapliczki, przenośnego ołtarzyka...
środa, 3 stycznia 2024
Kulturalny początek
piątek, 14 kwietnia 2023
Dzień prawie idealny
Korzystam z każdej nadarzającej się okazji (czyt. tworzę sytuacje wymagające nieodzownej bytności), żeby tylko zaciągnąć Spidera do Warszawy. Byliśmy w lutym i marcu, w kwietniu raczej się nie zapowiada, ale już w maju coś się kroi.😊
W którąś lutową niedzielę pojechaliśmy na jednodniową wycieczkę, żeby odebrać zakupiony obrazek (firmom kurierskim nie można przecież w takich kwestiach zawierzać😏) oraz rozświetlić mroki zimy za pomocą niezawodnej metody - sztuki. Udało się zobaczyć w Muzeum Narodowym powszechnie zachwalaną wystawę "Przesilenie. Malarstwo Północy 1880-1910". Trzy bardzo satysfakcjonujące godziny wśród obrazów i myśli. M.in. o harmonii i majestacie naturalnego świata, czerpaniu z niego siły, spokoju i niemożliwym do zrealizowania pragnieniu bycia jego integralną częścią. Zaskakująco znaczący udział kobiet malarek w artystycznym życiu Skandynawii w tymże okresie.
Zostało jeszcze pół godziny, żeby wpaść na stałą ekspozycję MN i pozachwycać się Pankiewiczem. To jest temat dla psychoanalityka, dlaczego za każdym razem inny artysta rezonuje z moją psychiką... A dzięki chwalebnie długim godzinom otwarcia Zachęty (codziennie do 20.00!), nie pogardziliśmy retrospektywą znakomitego rysownika i grafika Tadeusza Kulisiewicza.
Na koniec, aby i ciało coś miało z tego stolicznego dnia, pojechaliśmy na kolację do Pracowni Sushi na Woli. 10 minut autem od Zachęty, rezerwacja na 20.20, ponieważ miejsce jest w weekendy oblegane. Wcale się nie chwalę, ale do optymalnych harmonogramów mam talent. Sushi z Pracowni okazało się, niestety, słabo dopracowane, nie polecam. "Liczyłaś na świeżego łososia w niedzielę wieczorem??" - podsumował Spider. Nooo, strasznie roszczeniowa jestem. Być może w poniedziałki lub wtorki bywa smaczniej...
Ok. 22 wyruszyliśmy w drogę powrotną do Wrocka. Kochamy własne łóżka oraz domowe jedzenie i rozstajemy się z nimi tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne. Nocne podróże z dobrą muzyką również lubimy. Mojemu rycerzowi, który nie przemęcza się, a wręcz regeneruje w muzeach, dopisuje za kółkiem energia, ja mogę zamknąć zmęczone oczy i zasnąć.
sobota, 31 grudnia 2022
Pałac Pamięci
Dzień dobry, nieróbstwo w ulu należy odnotować, umiarkowanie napiętnować i obiecać noworoczną poprawę... :)
Jako zadośćuczynienie proponuję próbkę niezwykle intensywnej formalnie i treściowo twórczości hinduskiego artysty Raqiba Shaw. Przyszedł na świat w 1974 roku w Kalkucie, dorastał w Kaszmirze, skąd musiał uciekać z rodziną na skutek politycznych zamieszek do New Dehli. Po ukończeniu liceum pracował w sklepie wuja handlującego biżuterią, antykami, orientalnymi dywanami. Interesy przywiodły go do Londynu, a pierwsza wizyta w National Gallery, sprawiła, jak wieść niesie, że postanowił związać swoje życie ze sztuką. Tak też uczynił. Wrócił po kilku latach do Londynu, żeby odbyć studia artystyczne i zamieszkać tu na stałe.
Jego niewielką wystawę zatytułowaną "Pałac Pamięci" obejrzałam w wakacje w Muzeum Sztuki Nowoczesnej Ca Pesaro w Wenecji. Ekspozycja miała być z założenia poświęcona tematyce straty ojczyzny i sytuacji uchodźcy, emigranta, którą artysta zna z autopsji. Dodatkowy walor prezentowanych prac stanowiły odniesienia do malarstwa włoskich, w szczególności weneckich mistrzów.
Z reguły nie czytam recenzji i nie słucham opinii przed obejrzeniem wystawy, filmu, spektaklu, żeby nie zakłócać własnego odbioru. Twórczość Shaw`a podglądnęłam trochę w sieci, przygotowując się do weneckiego karnawału sztuk pięknych (czyt. usiłując poddać kontroli nadciągające szaleństwo) i uznałam, że absolutnie, koniecznie trzeba na żywo.
W rzeczy samej żadne zdjęcia nie oddadzą bogactwa stosowanej przez artystę techniki emalii, konturowania złotem, użycia jaskrawych farb przemysłowych, blasku doklejonych kryształów. Jego obrazy błyszczą i mienią się kolorami niczym klejnoty ze skarbca maharadży. Przytłaczają na pierwszy rzut oka. Warstwa znaczeniowa nie ustępuje wielością symboli, odniesień, możliwych interpretacji. Niektóre prace wręcz "pękają w szwach", jakby artysta chciał zawrzeć w nich całe piękno i okrucieństwo świata. Zderza harmonię natury z chaosem cywilizacji, spokój z hałasem i brutalnością budując dramatyczne narracje.

















