Onego późnego niedzielnego popołudnia w Parku Szczytnickim trafiła mi się nie lada atrakcja. Banda siedmiotygodniowych terierów, która baraszkowała pod okiem sympatycznych właścicieli na jednym z trawników. Koło takich cukiereczków nie można było przejść obojętnie. Dorwałam pierwszego z brzegu celem zagłaskania, a po chwili cała gromadka wgramoliła się na moje kolana. Pięć dziewczynek.
Jedyny w tym gronie chłopak, Maks, ani chwili nie usiedział w miejscu, eksplorował teren i testował możliwości swoich miękkich jeszcze ząbków. Przetoczył się kilka razy przez moje nogi podgryzając siostry w uszy. Faceci!!! ;)
Najbardziej zaprzyjaźniłam się z prawie zupełnie białą Barceloną i Burzą z łatami wokół oczu. Pięknie się wabią i są do kupienia... Jeszcze nie zaliczam się do psiarzy, ale po dzisiejszym spacerze jestem na najlepszej drodze.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 27 kwietnia 2014
piątek, 7 października 2011
W Dolinie Wilków
Myślałam, że widzieliśmy już wszystko, co godne uwagi w promieniu 50 km od Gif, jednak magiczna Ile de France wyciąga kolejne króliki z kapelusza. W drodze do Parku Sceaux zboczyliśmy na lewo kierując się za strzałką z zachęcającym napisem brocante (sklep z antykami), żeby trafić do stuletniego domu w Châtenay Malabry z przyjemnie wyeksponowanymi meblami, szkłami, porcelaną. Bee z rozkoszą nurkowała w pachnących dawnymi wiekami wnętrzach, podczas gdy Spider wygrzewał się na ławce przed domem korzystając z łaskawej aury. Podczas miłej pogawędki na temat żyrandoli właścicielka sklepu poleciła nam wizytę w pobliskiej posiadłości Chateaubrianda i arboretum, to poszliśmy.
François-René de Chateaubriand (1768-1848) był francuskim pisarzem, politykiem, dyplomatą (ambasadorem Francji w Berlinie, Londynie, Rzymie) zapalonym podróżnikiem, jego nazwiskiem ochrzczono danie z polędwicy wołowej. (Kulinaria stawiam w jednym rzędzie z literaturą i polityką. A co!)
Po opublikowaniu ostrej krytyki rządów Napoleona, został przez tego ostatniego skazany na banicję z Paryża. Zakupił wówczas, w 1807 roku, posiadłość w Dolinie Wilków, 11 km na południe od stolicy, i zamieszkiwał wraz z żoną do 1818.
Środkowa część domu pochodzi z czasów Chateaubrianda, boczne skrzydła dobudowali kolejni właściciele.
![]() |
| Gotowe rozwiązanie dla pań, które mają za dużo na głowie ;) |
Oryginalne wyposażenie wnętrz nie zostało zniszczone przez wojny i pożogi, bądź rozgrabione przez wrogie armie lub popalone przez nieświadomych ich historycznej wartości prostych obywateli, ale sprzedane przez samego polityka, celem spłacenia długów. Obecne wyposażenie jest próbą rekonstrukcji na podstawie istniejących dokumentów, zapisków i pochodzi w całości z początków XIX wieku.
Powyżej pokój, w którym mogła nocować odwiedzająca pisarza w Dolinie Wilków Madame Juliette Recamier, sławna piękność tamtych czasów, żona bankiera, gospodyni salonu literackiego, jedna z kochanek romansowego Chateaubrianda.
Następnie udaliśmy się do arboretum założonego w obecnym kształcie po 1890 roku, będącego kontynuacją parku z 1777.
Cedr libański został zasadzony w 1895 roku i tak mu się spodobała gleba oraz miejscowy mikroklimat, że w ciągu zaledwie wieku rozrósł się do rozmiarów namiotu cyrkowego.
W Châtenay Malabry naliczyłam cztery parki, w pobliskim Sceaux znajduje się wspaniały park gigant. Mieszkańcy tych zielonych przedmieść naprawdę nie mogą narzekać na brak świeżego powietrza i miejsca do pikników.
Następnie udaliśmy się do arboretum założonego w obecnym kształcie po 1890 roku, będącego kontynuacją parku z 1777.
Cedr libański został zasadzony w 1895 roku i tak mu się spodobała gleba oraz miejscowy mikroklimat, że w ciągu zaledwie wieku rozrósł się do rozmiarów namiotu cyrkowego.
![]() |
| Pejzaż niczym z okolic Guilin w Chinach |
A morał z wycieczki płynie taki, żeby nie trzymać się kurczowo wyznaczonego planu, nie zawsze zmierzać prosto do celu, ale dać się ponosić znakom (również typu brocante :) i pozwolić światu się zaskakiwać.
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Letnio w stolicy i wokoło
W weekend wznowiliśmy stare praktyki - podróże nieduże. Żadnego sprzątania, zakupów, byczenia się na kanapie, choć niektórzy z nas uważają tę ostatnią "aktywność" za godną uwagi:) Odwiedziliśmy Paryż, Narodowe Muzeum Ceramiki w Sevres :D, bazylikę Saint Denis i opactwo Royaumont.
W Paryżu zapanowały wakacyjne klimaty. Zdziesiątkowana populacja, mniej samochodów, nawet turystów jakby ubyło, choć to akurat mogło być kwestią wrednej pogody i ukrycia się tych ostatnich w suchych wnętrzach Luwru i Muzeum d`Orsay. Wiele restauracji, co drugi sklep z antykami, co trzecia galeria sztuki są okratowane, zamknięte na trzy spusty, a na drzwiach wisi karteczka "Wracam we wrześniu".
W Paryżu zapanowały wakacyjne klimaty. Zdziesiątkowana populacja, mniej samochodów, nawet turystów jakby ubyło, choć to akurat mogło być kwestią wrednej pogody i ukrycia się tych ostatnich w suchych wnętrzach Luwru i Muzeum d`Orsay. Wiele restauracji, co drugi sklep z antykami, co trzecia galeria sztuki są okratowane, zamknięte na trzy spusty, a na drzwiach wisi karteczka "Wracam we wrześniu".
Paryżanie stadnie porzucają kamienną metropolię w sierpniu. W zamierzchłych czasach, gdy lato miewało cechy właściwe tej porze roku, taki wyjazd był ucieczką przed uciążliwym miejskim upałem. Obecnie jest raczej desperackim poszukiwaniem cudownego miejsca na ziemi, gdzie temperatura powyżej 25C utrzymuje się dłużej niż jeden dzień. Dlatego trzy czwarte mieszkańców Ile de France można obecnie spotkać w Prowansji lub na Lazurowym Wybrzeżu.
Tym, których nie stać na wakacje na Południu, pozostaje plaża usypana na nabrzeżach Sekwany i zawsze mogą liczyć na słoneczne kolory klombów w Ogrodzie Luksemburskim. Zdjęcia zrobiono przy łaskawszej aurze.
Muzeum Ceramiki... Piękna kolekcja fajansów i porcelany. Trzeba by tam spędzić tydzień i mieć pamięć z gumy, żeby zapamiętać każdą misternie wymalowaną filiżankę, talerz, wazę... Tu przerwę, gdyż mam litość dla Czytelnika...
W bazylice Saint Denis na północ od Paryża znajdują się imponujące grobowce większości francuskich królów. Artystyczny wyraz wielu rzeźb robi wrażenie na wrażliwym śmiertelniku. Miasto Saint Denis również wywarło na nas wrażenie wielością ras, tonami papierów i śmieci, pozostałych po niedzielnym targowisku, położonym niedaleko bazyliki ponurym, betonowym centrum handlowym-osiedlem mieszkaniowym w stylu wrocławskiego Manhattanu, no i dookolnymi blokowiskami, na których często gotuje się młoda krew... Mieszkać to bym w Saint Denis nie chciała... W samo południe nie czułam się zbyt pewnie...
Cysterskie opactwo Royaumont pięknie położone wśród lasów, jeszcze dalej na północ. Ulga dla oczu, płuc i wyobraźni. Powstało w 1228, ale czas nie obszedł się z nim łaskawie. Budynki jak ludzie, każdy ma swój los. Nieliczne dożywają sędziwego wieku w dobrej kondycji. W czasie rewolucji część zabudowań zniszczono, reszta służyła za przędzalnię, sierociniec. W latach 30. ubiegłego wieku prywatni właściciele podarowali opactwo państwu, działająca tam obecnie fundacja organizuje warsztaty muzyczne, koncerty.
Harmonijna fasada ze sklepioną bramą prowadzącą na wewnętrzny dziedziniec emanuje spokojem. Bramę główną zamykają o 18, ale nikt nie ponagla do wyjścia, więc zalegliśmy na ławce, pogryzając gorzką czekoladę na zmianę z serem Beaumont de Savoie i gapiliśmy się - Bee w przeszłość, Spider w przyszłość.
![]() |
| Harmonia symetrii |
![]() |
| Refektarz |
![]() | ||
| Tyle zostało z klasztornego kościoła |
środa, 8 czerwca 2011
Sceaux
Do parku w Sceaux mamy około 20 km. Przekabacam zazwyczaj Spidera, żebyśmy zajechali doń w drodze do centrum handlowego w Villebon, do którego udajemy się raz w tygodniu po najlepszy (czyt. normalny) chleb w regionie. W drodze nie znaczy po drodze i tak się jakoś składa, że do sklepu wpadamy tuż przed zamknięciem, bo Spider musi mnie wołami z lipowych alejek wyciągać.
Park, zaprojektowany w XVII wieku przez genialnego architekta krajobrazu Le Notre`a, zajmuje powierzchnię ponad 180 hektarów wypełnioną atrakcjami takimi jak: aleje kasztanów, modrzewi, przycinanych platanów, rozrośniętych platanów, pięknie uformowane przez naturę sosny, fontanny (w tym jedna z kapuścianym chłopcem i dwie z muszli), kaskady, promenady, wielki kanał, niewielki zamek z lokalnym muzeum, ogródki kwiatowe, największy trawnik, jaki w życiu widziałam itd. Obecnie przy zamku ustawiono scenę, widownię i toczą się próby do Madame Butterfly, niedaleko budynku Oranżerii można zobaczyć wystawę fotografii.
Zdjęcia (moje) powstały przy kilku różnych okazjach.
![]() |
| Trawnik jak gigantyczny arras o tematyce Weekendowy odpoczynek. |
![]() |
| "Skromny" pałac wybudowany w połowie 19. wieku w miejsce zrujnowanego, siedemnastowiecznego, bardziej proporcjonalnego do trawnika :) |
![]() |
| Inżynier-impresjonista znowu w akcji. |
![]() |
| Kapuściany chłopiec. Kapusta zyskuje wymiar metafizyczny. |
![]() |
| Jesteśmy niedyskretni. |
![]() |
| Na deser jeszcze jedna atrakcja parku - piękne torsy - stworzone przez naturę, ukształtowane przez człowieka :) |
wtorek, 26 kwietnia 2011
Kurz i irysy
Paryskie parki są wspaniałe - ukwiecone, udrzewione, urozmaicone fontannami, przycięte, wysprzątane, z wielkim wyborem miejsc siedzących (kamienne ławy, metalowe krzesła z oparciami lub bez, hektary trawników).
Jedyny mankament - alejki wysypane białym kurzem. Po butach widać, kto wyszedł z parku. Jeśli dużo spacerował, ma nogi ubielone do kolan. Nie zaleca się skracania sobie przez park drogi do teatru, na spotkanie biznesowe lub herbatkę u pani hrabiny.
Wchodząc ostatnio do Ogrodu Luksemburskiego ujrzałam dziewczynę w białych kaloszach. Dzień był upalny, więc w pierwszym odruchu pomyślałam: Nieszczęsna ofiara mody. Ale już po dziesięciu metrach: Geniusz!!! Po pierwsze, na białych "gumiakach" nie widać białego pyłu, po drugie, w domu wkłada je pod kran i gotowe, po trzecie, może je opłukać jeszcze w parku pod jednym z kranów z wodą pitną i udać się na wyściełane bordowymi dywanami salony.
Podnieśmy się jednak z kurzu, bo nieco wyżej znajdziemy najpiękniejsze kwiaty świata, misterne arcydzieła natury - IRYSY.
Znalazły się w herbie królów francuskich, zwane błędnie we Francji fleur de lys (kwiatem lilii), w Polsce lilijkami. To jakże skuteczna, trwająca już kilka wieków, dywersja potężnego i wpływowego obozu wielbicieli lilii. Admiratorzy irysów, łączmy się!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























