Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lawenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lawenda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 sierpnia 2021

Ups...

Znów to zrobiliśmy... Ale przecież już wiecie. Chyba nikt z bywalców pszczelego saloniku nie sądził, że pojedziemy na wakacje do Chorwacji. ;)

***

Pastylki z wyciągiem z Prowansji i Langwedocji

Wykonane z entuzjazmem i starannością

 Dla uchwycenia najlepszych właściwości miejscowych ingrediencji

Doskonałe na humorzaste sierpnie



















wtorek, 1 września 2015

W lawendzie

Foto by Spy. Nieustawiane, niestylizowane, nieobrabiane. Obiekt w bieli nieświadomy, że bierze udział w mini-sesji. Zrobione o zachodzie słońca.
Sugerowany tytuł "... nektar żywota..."




niedziela, 30 sierpnia 2015

Sekrety lawendy

Pewnie wystarczyło zapytać miejscowych, zamiast dochodzić do tego samej, ale wówczas nie mogłabym z satysfakcją stwierdzić, że w tym roku odkryłam tajemnicę lawendy. Nie była strzeżona przez smoki, strzygi i szerszenie, więc bez wielkich poświęceń, bez narażania życia i dobrego imienia. Właściwie przez przypadek.


Przyjechaliśmy na wakacje do znajdującego się na liście UNESCO Regionu Sault w podobnym czasie, co w ubiegłym roku, około połowy lipca. Lato roku Pańskiego 2015 było jednak znacznie łaskawsze (eufemistycznie rzecz ujmując), nawet w chłodniejszych górskich dolinach wegetacja przebiegała szybciej, bardziej... gorączkowo. Kiedy przybyliśmy, lawenda wciąż jeszcze barwiła rozległe połacie, jednak nie w świeżym i intensywnym kolorze młodości, lecz o ton ciemniejszym, podsuszonym, zmęczonym przez słońce.
Zeszłego lata byłam odrobinę zawiedziona, gdyż tę charakterystyczną, słodko-świeżo-żywiczną woń można było poczuć dopiero pochylając się nad kępami kwiatów czy pocierając je w palcach, trochę mocniej pachniało wieczorami i od zawietrznej. Tego lata w całej dolinie od rana roztaczał się delikatny aromat lawendy, a o zmierzchu wśród pól odurzał do tego stopnia, że można było zamienić się w pszczołę i odlecieć...
(Pszczółek w lawendzie buszują tysiące, a ich miły dla ucha, niski pomruk stanowi dodatkową atrakcję. W każdym razie dla tych, którzy pozostają z nimi w przyjaznych stosunkach. Ich brzęczenie z sukcesem konkuruje z sopranowymi ariami cykad.)

Wracając do sedna - sekret tych drobnych, skromnych kwiatków tkwi w tym, że wyschnięte wydają głębszą, intensywniejszą woń (oraz że w masie ich siła.)
Im starsze, tym bardziej cenne dla otoczenia. (Z ludźmi też tak bywa...)
(A gdyby włączyć w życzenia urodzinowe obok obowiązkowych "stu lat", "obyś była/był jak lawenda"...) 
THE END
(czas zamieścić,
bo nawiasy przejmują władzę.)























P.S. Na środowym targu w Sault w tym okresie króluje lawenda, choć inne równie poetyczne produkty, jak marynowane oliwki, aromatyczne sery, pikowane narzuty, także można nabyć.
Woreczki wypełnione lawendą pachną wciąż po trzech latach.
Sprawdzone empirycznie.
Destylaty z lawendy produkowane w niewielkiej destylarni
w pobliskim Monieux.

Lawendowy nugat - dla wielbicieli słodyczy, która trwa do końca dnia. Słodkiej niedzieli! :)



















wtorek, 28 lipca 2015

Bzik prowansalski

Wolę Prowansję od Lazurowego Wybrzeża. Jest wiejska, prowincjonalna, spokojniejsza i mniej zaludniona. Miasteczka oraz wsie zachowały autentyczny charakter. Wciąż mieszkają w nich rolnicy uprawiający winnice, sady brzoskwiniowe i morelowe, melony i pszenicę. W moim ukochanym B. turystów można policzyć na palcach jednej ręki. Często odnoszę wrażenie, że jesteśmy tylko my dwoje, gdy snujemy się wyludnionymi, wąskimi uliczkami wśród beżowo-ochrowych domków przykrytych spłowiałą czerwienią dachówek. W okolicach B., czyli w tzw. Langwedocji prowansalskiej, która z racji położenia, krajobrazu, obyczajów, stylu życia, kuchni ciąży bardziej ku Prowansji niż Langwedocji, odległości pomiędzy osadami są na tyle duże, że wymagają pokonania kilku lub kilkunastu kilometrów przez puste winnice, piniowe laski, pachnące tymiankiem i rozmarynem łąki, wywołując błogie dla mieszczucha uczucie przebywania na wsi. Wsi śródziemnomorskiej, rozgrzanej od słońca, brzęczącej głosami cykad.

Na Lazurowym jest pięknie, kolorowo i efektownie, ale tłoczno. Miasta, miasteczka i wsie przechodzą płynnie jedno w drugie i łączą się w wielką, gęsto zaludnioną, tłumną od wczasowiczów i turystów aglomerację Cote d`Azur. Architektura i barwy przywodzą często na myśl estetykę włoską i przypominają bardzo sąsiednią Ligurię.

W tym roku pospieszyliśmy się z wyjazdem z B. Z jednej strony przeczuwałam, że nie powinnam robić rezerwacji w Nicei z wyprzedzeniem, lecz pozostawić możliwość zadecydowania na miejscu, jak zwykle do tej pory czyniłam. Z drugiej strony obawiałam się, że uwiedzeni bezpretensjonalną atmosferą B., znów utkniemy w nim na dobre i nie będzie nam się chciało ruszać w dalszą podróż, a przecież wspomnienia z Lazurowego Wybrzeża sprzed kilku lat wymagają odświeżenia, wielu miejsc nie zdążyliśmy wówczas odwiedzić. W rezultacie czujemy taki niedosyt prowansalskiego powietrza, że w przyszłym roku znów się tam wybieramy :)























poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Więcej lawendy

Gdy przychodzi emocjonująca pora decydowania o miejscu wakacji, Spider nie uczestniczy, gdyż jest mu to obojętne, gdyż "rób tak, żeby tobie było dobrze", gdyż o nadciekłości można myśleć w dowolnych okolicznościach przyrody... ;)
Deliberuję sama. Włochy. Tyle jeszcze wspaniałych kościołów i obrazów Madonn z dzieciątkami do zobaczenia w słonecznej Italii... Wybrzeże Amalfitańskie podobno zapiera dech... A jakby tak polecieć do Andaluzji. Sewilla, Grenada, koronkowe mauretańskie pałace i namiętne flamenco na pewno dostarczyłyby nowych wrażeń. Usiana antycznymi resztkami Grecja także wydaje się nie do pogardzenia...

Po czym kolejny raz lądujemy w Prowansji, ponieważ myśl o niej wciąż przyspiesza bicie mojego serca skuteczniej niż Wielki Zderzacz Hadronów cząstki.

Tym razem nie udaliśmy się prosto do ulubionego pensjonatu niedaleko Arles, ale zatrzymaliśmy się na kilka dni w okolicach miasteczka Sault, w regionie słynącym z pól lawendowych. Wbrew obawom, że przybędziemy wąchać zasuszone, brązowe badyle, połowa lipca okazała się idealnym czasem na oglądanie lawendy w górskiej dolinie departamentu Vaucluse.


Zamieszkaliśmy w klimatycznej i czystej jak łza (radości) posiadłości wiejskiej Bastide des B... W pokoju słonecznikowym z widokiem na kwitnące pole lawendy... (O, raju utracony! Odzyskam cię!:) Bastide należy do sympatycznych małżonków Claudine i Stephane. Prowadzą go wzorowo zdobywając nagrody i wyrazy uznania stowarzyszeń turystycznych oraz ukontentowanych letników. Przed laty zakupili zrujnowane gospodarstwo, które Stefan - złota rączka samodzielnie remontował przez cztery lata. Od ponad roku posiadłość jest wystawiona na sprzedaż. Właściciele chcą przejść na emeryturę, kupić dom w prowincjonalnym mieście w Maroku i tam dostatnio i spokojnie żyć. W salonie widziałam sporo albumów świadczących o ich fascynacji północną Afryką. Klaudyna powiedziała nam, że jej mąż pracował od czternastego roku życia, więc należy mu się godziwy odpoczynek. Ciekawie posłuchać o takich zamierzeniach. Polski emeryt może co najwyżej planować, w którym second handzie kupi kurtkę na zimę bądź w której ławce siądzie w kościele...

Bastide. Na drzewie drogowskaz do punktu zakupu miodu lawendowego w sąsiednim gospodarstwie. Mieliśmy okazję degustować podczas śniadań tenże miodek, jak również pomarańczowy oraz górski. Moim faworytem został górski, o wyrazistym, ostrym smaku. Lawendowy jest delikatniejszy i wydaje się słodszy.
Lawendowe zdjęcia będą wykazywać podobne cechy.
Kilka kilometrów za Sault w drodze do antycznego Vaison la Romaine natknęliśmy się na widok jak ze ślicznego obrazka w średnio ambitnej galerii. Zachwycający w naturze!


Położone na wzgórzu miasteczko Aurel z perspektywy lawendowego pola.



Plener malarski, prawdopodobnie amatorskiego koła emerytów, które w przerwach ucztowało i popijało wino.

Syrop lawendowy w cukierni mistrza nugatu Andre Boyer w Sault.
W sklepie ze starociami w Sault.
Tabliczka na ścianie domu.
Lawendynki do przytulania zimą.


Hmmm... ciekawe, gdzie pojedziemy za rok...

środa, 23 lipca 2014

W krainie lawendy...

... jest tak lawendowo, że brak słów...










































To tylko skromna porcja tego, co się tam wyprawia i co przywiozłam. Cd. z pewnością nastąpi, gdyż żądza podzielenia się tym miodem lawendowym jest we mnie wielka :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...