Nie potrafię przestać. Nawet jak wyłączę laptopa i zawiesi mi się youtube w telewizorze (sprzęt hi-fi oddany do naprawy), słyszę głosy i dźwięki w głowie. To są początki bardzo pięknego szaleństwa.
Takiej muzycznej energii potrzebowałam i szukałam. Nie czułam podobnej ekscytacji i pewności obcowania z twórczością wybitną od odkrycia Billie Eilish. Jeśli jeszcze nie znacie, mam wielką przyjemność zaanonsować:
The Strokes i album "The New Abnormal"
Hipnotyzujący głos, płynący z niebywałą swobodą, muzyka pełna młodzieńczej witalności i nadziei pomimo wszystko. W towarzystwie znakomitych klipów.
Żal trzymać dzieło zaprzyjaźnionej artystki w szczelinach laptopa, dla mojej jednostkowej i przypadkowej przyjemności. Dlatego korzystając z uprzejmości Eli upubliczniam rysunek ilustrujący jedną z moich ulubionych opowieści z życia małżeńskiego z sierpnia roku Pańskiego 2013 zatytułowaną...
"Stylowo"
Był sobie stolik komputerowy, przy którym Spider zwykł pracować wieczorami. Stolik szpetnie nijaki, zrobiony z płyty wiórowej, oklejonej okleiną (brzmi tak, jak wygląda), kupiony tak dawno, że nikt nie pamiętał, gdzie i kiedy. Bee cierpiała estetyczne katusze patrząc na jego smętną banalność i paździerzową funkcjonalność. Kiedy udało jej się zakupić na aukcji internetowej stolik-biurko w stylu Ludwika XVI, radość nie miała granic. Nowy stolik byłśliczny, zgrabny, orzechowy, z girlandą róż wijącą się subtelnie na froncie szuflady. Nie pochodził wprawdzie z epoki, lecz z początków 20. wieku, i niezmiernie smakował drewnojadom, ale przy pomocy znajomego restauratora udało się zatuszować przynajmniej tę drugą wadę.
- Nie chcę przy tym siedzieć, bo będę musiał uważać!!!! - protestował niewdzięczny Spider. Dla obu stolików nie było jednak miejsca w ich zagraconym mieszkaniu, więc byle jaki został w końcu wyniesiony do piwnicy. - Musisz bardzo uważać, ale to bardzo, żeby nie stukać, nie rysować, nie stawiać, nie moczyć... - wyliczała Bee. - A pod kubek dostaniesz dzierganą serwetkę. - Naprawdę marzyłem o takich warunkach do pracy... - rzekł z przekąsem. Gdy pogodził się z obecnością stylowego biurka w jego życiu, Bee zagadnęła: - Pająkuuu, a mógłbyś zamiast krzesła komputerowego używać tego ludwikowskiego krzesełka, które idealnie pasuje do stolika? Twoje wynieślibyśmy do piwnicy... Śliczne krzesełko - misternie rzeźbione, z siedzeniem obitym miękką różową skórą, w stylu Ludwika XVI, zbliżone wiekiem do epoki - zostało zakupione swego czasu na targu antyków i staroci przy Porte de Vanves w Paryżu.Posiadało tylko jedną dyskusyjną cechę - było tak niskie, że Spider siedząc na nim dotykał rękami podłogi... (Co przy odrobinie dobrej woli można uznać za niezwykle praktyczne, gdyż nie trzeba wstawać, by podnieść rzecz upadłą, a wręcz podłogę można uważać za przedłużenie biurka i obłożyć się książkami dokoluśka...;)
Jednak Bee nie liczyła na inżynierskie zrozumienie dla pojęć takich jak piękno otoczenia, harmonijna całość, podmiotowość... przedmiotu. Tymczasem inżynier wykazał się niespodziewaną wrażliwością na jednorodność stylu i chęcią współpracy, gdyż zaproponował:
- W takim razie kup mi jeszcze perukę i gęsie pióro, żebym lepiej pasował do wnętrza... Komputer też się wywali, będę machał numerykę piórkiem na papierze czerpanym! :)
Kopiuję również komentarze do tej zamierzchłej publikacji, gdyż znajduje się w nich ciąg dalszy historii...
Ależ u Państwa cuda nieprzebrane...przydałoby się dokumentujące zdjęcie (choćby tego różowego krzesełka). Gdyby ci się jednak udało gdzieś zdobyć i perukę z epoki, o pilną wiadomość upraszam! :)
Oj, tam, oj tam, takie tam rupiecie. Krzesełko Acani raczej widziała na własne nieprzymuszone oczy, ale zgodnie z życzeniem szybką sesję zorganizowałam. Było ciężko, bo model drewniany :)
Proście, a będzie wam dane...piękne krzesełko. To już tylko tej kudłato-pierzastej parki brak i będzie przecudnie. A papier czerpany widziano w Dusznikach :)
Ewuniu, będzie Wam dane nieco więcej:) Cd. efektów sesji już wkrótce.
Poszukiwania peruki rozpoczęte. Na allegro na hasło "antyczna peruka" wyskoczyło zero wyników, na cokolwiek nieprzyjemne "stara peruka" pokazały się nowe peruki star pop :) Na amerykańskim ebayu znalazłam "jedynie" cudownie piękne chińskie stojaki na peruki z okresu dynastii Qing... Wreszcie na francuskim ebayu (od którego trzeba było zacząć) w zalewie peruczek dla antycznych lalek wypatrzyłam kilka wiekowych i rozczochranych męskich peruk w kolorze Sekwany... Wyobraźnia podsuwa raczej obraz dwupiętrowej konstrukcji z platynowych loków, więc szukam dalej :)
- Kiepsko, dżamphala zamknięta, lodowisko zamknięte... Przygotowuję prezentację o rodzinie.
- Na historię czy polski?
- Dla siebie. Sama sobie wymyśliłam takie zadanie.
(Dzieci naprawdę się nudzą podczas pandemicznych ferii.)
- Przeczytać Ci, co napisałam o tobie?
- Jasne.
- Ciocia lubi... (Tu następuje pokaźna i trafna lista uwzględniająca sztukę, gorzką czekoladę oraz "długo spać";). Ciocia nie lubi hałasów, papierosów... (Nie zapomniała również o "krótko spać".) Teraz zaczynam pisać o sobie.
- Czy do tej prezentacji dołączysz rysunki?
(I tu buntowniczka bez powodu vel piękna złośnica wkracza do akcji.)
że jesteśmy Częścią harmonijnej, pięknej, nieskończonej Całości.
Ilustracja autorstwa mojej ulubionej (obok Moneta, van Gogha, Chagalla, Klimta i Schiele`go) artystki występującej tymczasowo pod pseudonimem Niunia. :)
Wszyscy już polecali, recenzowali, teraz moja kolej, żeby zrażonych tym powszechnym szturmem i nadal zaciekle się broniących zapewnić, że warto wywiesić białą flagę i obejrzeć "Gambit królowej".
Ten netflixowy miniserial traktuje o zmaganiach nadzwyczajnie utalentowanej szachistki w dyscyplinie zdominowanej przez mężczyzn, w konserwatywnej amerykańskiej rzeczywistości lat 50. i 60. Beth zupełnie nie wpasowuje się w schematy ról przewidzianych dla dziewczyn w tamtym czasie. A "Gambit królowej" buduje bardzo aktualną, czytelną metaforę walki kobiet o swoje miejsce w życiu, o pozycję i szacunek w świecie rządzącym się regułami patriarchatu.
Serial niewątpliwie wyróżnia się oryginalnością scenariuszowych rozwiązań, dynamicznym prowadzeniem akcji i świetnie dobraną obsadą, co przekłada się na zaangażowanie widzów. Nie wciągnę go jednak na moją listę wybitnych.
Należy odnotować polski wkład w przystojnej postaci Marcina Dorocińskiego grającego niepokonanego radzieckiego arcyszachistę Borgowa. Partia, jaką rozgrywa z Beth podczas turnieju w Paryżu, to dyskretny i mistrzowski popis aktorstwa. Intensywnej obecności Dorocińskiego właściwie w każdej scenie trudno nie docenić, nawet gdy pada z jego ust niewiele słów.
**MUZYKA**
Dużych odkryć muzycznych w 2020 nie poczyniłam, poza tym, że Gary Moore i blues najskuteczniej łagodził ponure pandemiczne wizje podczas pierwszego lockdownu.
Przed drugim, we wrześniu,udało nam się doświadczyć znów cudu muzyki na żywo. Na koncercie promującym kapitalny album "Jak malować ogień" Natalia Przybysz z zespołem zwyczajowo już wzbiła się na wokalne i interpretacyjne wyżyny.
Entuzjazm i radość podkręcone tęsknotą latały pomiędzy publicznością a wokalistką jak piłka tenisowa.
(Gdyby jeszcze panowie instrumentaliści mieli więcej miejsca na improwizowanie, nie wiem, czy wytrzymałabym tyle przyjemności naraz... Wytrzymałabym. :))
Ależ u Państwa cuda nieprzebrane...przydałoby się dokumentujące zdjęcie (choćby tego różowego krzesełka).
OdpowiedzUsuńGdyby ci się jednak udało gdzieś zdobyć i perukę z epoki, o pilną wiadomość upraszam! :)