Dzisiaj (piątek, do 19.00) ostatnia okazja, żeby zobaczyć w Galerii Mieszkanie Geppertów we Wrocławiu wystawę "Niektórzy nie pamiętają koloru oczu swojej matki". Jak zwykle w przypadku Art Transparent ekspozycję przemyślaną, starannie przygotowaną, z kapitalnym doborem prac.
Tym razem zderzamy się z niepamięcią i nieistnieniem w historii polskiej sztuki Krystyny Michałowskiej - Podsiadły (1936-2005). I pytaniem - ile jeszcze utalentowanych artystek (naukowczyń, działaczek etc.) nie miało szansy zapisać się w dziejach świata z powodu bezwzględnych uwarunkowań polityczno-społeczno-kulturowych, dominacji mężczyzn na agorze i ograniczaniu (również samoograniczaniu) kobiet do ról "opiekunek domowego ogniska", ostatecznie "muz" czy "towarzyszek życia artysty".
Ciekawe wczesne studenckie prace Michałowskiej, kilka zachowanych porażających płócien z dojrzałego okresu, przejmujące smutkiem rysunki, projekty talerzy i lalki świadczą o wszechstronnym talencie. Prezentowane obok na dwóch ekranach filmy Alicji Kielan i Ilony Witkowskiej zawierają wypowiedzi dorosłych dzieci Michałowskiej i refleksje na temat odbioru jej zapomnianej twórczości przez artystów młodego pokolenia.
czwartek, 5 lutego 2026
Ostatnia okazja
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Zaraz mi się przypominają słowa mojej koleżanki, która dziwiła się, że zachwyciła mnie Histeria sztuki, że może dość tego piania o pomijaniu kobiet w świecie sztuki, bo ona tego zupełnie nie widzi. Na mój argument, jaki procent w galeriach zajmuje sztuka kobieca- wzruszenie ramion. No właśnie, skoro wykształcona i interesująca się choćby umiarkowanie kobieta nie dostrzega tego problemu, to co dopiero mówić o całej reszcie. Skoro nawet malarki, rzeźbiarki, twórczynie, które miały to szczęście przebić się do powszechnej świadomości nie są prezentowane w galeriach sztuki, lub są prezentowane marginalnie (od czasu przeczytania książki staram się wyłuskiwać w salach muzealnych dzieła kobiet, ale jeśli nie są to wystawy poświęcone kobiecie lub kobietom to owe dzieła nie stanowią nawet procenta całości zbiorów. A wcale nie są gorsze, mniej ciekawe. Po prostu ich nie ma, albo nie zwraca się na nie uwagi poza paroma szczęściarami, którym się udało.
OdpowiedzUsuńDziękuję za fantastyczny komentarz. :* Jeszcze dziesięć lat temu w muzeach i galeriach można było zobaczyć śladowe ilości twórczości kobiet, tak jak piszesz, pojedyncze nazwiska siłaczek, którym wyjątkowo sprzyjały okoliczności. Szczęśliwie świat i Polska nadrabiają zaległości, współcześnie tworzącym artystkom jest łatwiej, ale niektórych strat nie da się odrobić i nigdy się nie dowiemy, ile talentów nie miało szansy rozwinąć się.
Usuń