niedziela, 20 listopada 2011

Centrum Pompidou

Lubię młodzieńczą energię Centrum Pompidou. I współczesną sztukę, bo pozwala wyobraźni odbiorcy na loty wysokie i wyrafinowane, niskie i niebezpieczne, na beczki i korkociągi myślowe.

El Anatsui Sasa (Płaszcz)

Andy Warhol Ten Lizes (Dziesięć Liz)



Od 21 września do 9 stycznia 2012 trwa w Pompidou wystawa czasowa Edwarda Muncha - obrazy, rysunki, ryciny, zdjęcia, ba, krótkie filmy zrobione przez niego amatorską kamerą.
Był szalenie pracowitym twórcą, zostawił po śmierci miastu Oslo ponad 1100 obrazów, 18 000 rycin, 4500 rysunków i akwarel.


Do 38 roku życia namalował około pięciu autoportretów, później ponad czterdzieści (!). Obsesja upływającego czasu pojawia się w okolicach "czterdziestki"??


P. S. Z niepokojem odnotowuję rosnącą ilość liczb, numerów, cyfr w moich wpisach... Czyżby to zdradziecki wpływ inżyniera Spidera na humanistyczny umysł???

sobota, 19 listopada 2011

Z inżynierem o związkach... frazeologicznych

Bee: Mówi się orli wzrok czy sokoli?
Spider: Sokoli, bo Orly to jest lotnisko.

piątek, 18 listopada 2011

Torebka - model Absurd

W domu aukcyjnym Artcurial niedaleko Champs Élyseés właśnie dziś odbyła się aukcja Hermès Vintage, na której można było wylicytować używane rzeczy wyprodukowane przez ten ekskluzywny paryski dom mody.
W katalogu znalazły się m.in. torebki:


Słynny model Birkin...


...za jedyne...


...równie znany Kelly...


...za około...


Na pocieszenie można sobie kupić apaszkę za niewielką sumę 100-400 euro.


Dziwny jest ten świat...

... w którym jedne kobiety noszą torebki Birkin, a inne tykwy z wodą na głowach.

P.S. Torebka i apaszka od Hermèsa "zagrały" w filmie Jamesa Ivory`ego Le Divorce. Obraz nie jest szczytowym osiągnięciem tego świetnego reżysera, raczej nieudaną próbą połączenia humoru i dramatyzmu w stylu Woody`ego Allena (a to udaje się tylko samemu Mistrzowi), ale warto go obejrzeć ze względu na osadzenie akcji w Paryżu, doborową obsadę (m.in. Naomi Watts, Glenn Close) oraz trafną a zjadliwą kpinę z przywar i słabostek Francuzów (Amerykanom i Anglikom także się nieco obrywa), jak również scenę serwowania wyrafinowanych dań w paryskiej restauracji - to hołd oddany kuchni francuskiej.

piątek, 11 listopada 2011

Urodzinowe pogwarki

Bezrobotna Bee: Urodziłam się o 15:45.
Pracoholik Spider: Czemu tak późno?
Bezrobotna Bee: A której twoim zdaniem powinnam?
Pracoholik Spider: O 7:20, żeby mieć więcej czasu...

Bezrobotna Bee: ...i od razu pójść do pracy?

poniedziałek, 7 listopada 2011

Przygód drogiej mej siostry cd.

Ma chere soeur zatęskniła za wieżą Eiffla, więc wpadła znów do Paryża.
Pierwszego wieczoru odbyła się uczta dla oczu...



a następującego po nim poranka ... uczta dla uszu, czyli sprzątanie liści na naszym osiedlu ;D


Gdybym wierzyła w reinkarnację, to uznałabym, iż ma chere soeur w obecnym niewinnym wcieleniu odpokutowuje grzechy poprzedniego, gdy była wynalazcą wiertarki udarowej :)

Zainteresowanych początkiem tej historii odsyłam tu

niedziela, 6 listopada 2011

Hrabina i jej teatr

Dzięki wizycie w ambasadzie Rumunii - rezydencji de Béhague - odkryłam szalenie interesującą postać jej byłej właścicielki - comtesse Martine Marie Pol de Béhague (1870-1939).

Była wielką admiratorką i koneserką sztuki, kolekcjonerką antyków, jedną z nielicznych kobiet w męskim świecie kolekcjonerów. Swoim jachtem Nirwana przemierzała morza i oceany w poszukiwaniu najcenniejszych, najbardziej niezwykłych okazów rzeźb, obrazów, mebli, perskich dywanów, monet, porcelany. Kolekcję zapisała w testamencie najprzystojniejszemu z bratanków, gdyż, jak twierdziła, "piękno przynależy pięknu".

Z mężem rozstała się po roku pożycia, wracając do panieńskiego nazwiska. Być może nie odznaczał się dość wyrafinowanym smakiem. Miała upodobanie do zielonych peruk, egzotycznych strojów. Przyjmowała gości leżąc na kanapie okryta skórami zwierząt, częstowała ich winem z antycznych pucharów. Przychodzili tłumnie znani malarze, rzeźbiarze, kompozytorzy, pisarze i poeci. Była egerią Paula Valery`ego, którego zatrudniła jako bibliotekarza. Marcel Proust utrwalił ją na kartach swojej powieści.

Rezydencję przy rue Saint Dominique odziedziczyła comtesse po przodkach i przebudowała tak, że współcześni okrzyknęli ją najpiękniejszym miejscem w mieście. Powstał tu m. in. największy w Paryżu prywatny teatr/sala koncertowa w przebogatym stylu bizantyjskim, w latach 50. ubiegłego wieku poddany przez ambasadę przeróbce, która polegała chyba głównie na pozbawieniu zdobień. Mimo wszystko a może dzięki ogołoceniu teatr robi ogromne wrażenie. Wchodzi się doń z wąskiego korytarza i nagle otwiera się zaskakująca perspektywa, wzrok rozbiega się na boki, frunie wysoko w górę pod ciemne wnętrze kopuły, głowa gorączkowo kalkuluje, jak ta olbrzymia sala pomieściła się w budynku?? A potem na przybysza z hałaśliwie pędzącego świata spada niespodzianie wielka cisza i spokój ducha (coraz bardziej anachroniczne określenie, które wciąż doskonale oddaje ten rzadki i pożądany stan wewnętrzny).


Oboje zgodnie a niezależnie poczuliśmy, że w teatrze hrabiny panuje atmosfera sprzyjająca wyciszeniu i koncentracji. Można by siedzieć godzinami, patrzeć w półmroczną przestrzeń i myśleć tylko o czarnym fortepianie:) Równie zgodnie stwierdziliśmy, że taki letarg wydaje się być stanem idealnym do słuchania muzyki klasycznej. Pracownik ambasady, z którym wdaliśmy się chwilę później w pogawędkę, wprawił nas niemal w euforię, informacją o koncertach, które odbywają się w sali. Chwała ambasadzie, że udostępnia to niezwykłe miejsce ludowi Paryża i okolic częściej niż raz do roku :) Hrabina byłaby ukontentowana, gdyż sama organizowała tu zarówno prywatne, jak i publiczne koncerty. Co by rzekła na temat przeróbki jej bizantyjskiego teatru, możemy się z dużym prawdopodobieństwem domyślać.

środa, 2 listopada 2011

Wszyscy Święci w Paryżu

Najbardziej obleganym miejscem na Pére-Lachaise pierwszego listopada był grób Chopina. Tego dnia tradycja, wewnętrzna potrzeba, odruch Pawłowa gnają Polaków na cmentarz, na grób kogoś bliskiego lub chociaż znajomego. Dobrym znajomym wszystkich jest Fryderyk Chopin, choć znamy się tylko ze słyszenia. Deptał paryskie bruki, niecałe 200 lat temu, więc dochodzi podobieństwo losów, dodajmy jeszcze poczucie dumy narodowej a rezultat będzie wzruszający:


Komuś chciało się przynieść magnetofon, z którego płynęła muzyka kompozytora. Była wiązanka od ambasady polskiej w Paryżu. Świece i znicze paliły się na rozłożonej z boku folii aluminiowej.

Znajomy Francuz, król panikarzy, nastraszył nas, że we Wszystkich Świętych na Pére-Lachaise przybywają takie tłumy ludzi, że nie zaparkujemy auta bliżej niż 3 km od cmentarza, poza tym pewnie w ogóle nie wejdziemy, bo zarząd będzie wpuszczał tylko rodzinę spoczywających tam w pokoju.
Wizje znajomego nie potwierdziły się.


Na niewielu grobach płonęły pojedyncze znicze lub stały kwiaty. Chryzantemami ustrojone zostały klomby przy kaplicy i alejka przy głównej bramie i tylko to przypominało o wyjątkowości tego dnia.

Zapaliliśmy świecę z pszczelego wosku Gustawowi Caillebotte, malarzowi z kręgu impresjonistów i świetnemu człowiekowi, filantropowi, społecznikowi. Pochodził z bardzo zamożnej rodziny, wspierał w chudych latach przyjaciół-impresjonistów skupując ich niezbyt cenione wówczas prace, organizując wystawy, płacąc za studio Moneta. Fundował bruk, oświetlenie, umundurowanie straży pożarnej w Petit Gennevillers, miasteczku pod Paryżem, gdzie zakupił posiadłość z wielkim ogrodem. Miał wiele pasji - budował jachty i brał udział w regatach, hodował kwiaty, szczególne upodobanie znajdując w orchideach, kolekcjonował znaczki i rzecz jasna malował.
Nigdy się nie ożenił, zmarł w wieku 46 lat, zapisując francuskiemu rządowi w testamencie 68 obrazów, w tym Moneta, Renoira, Maneta, Pissaro, Cezanne`a, Degasa. Stanowią obecnie dumę Muzeum d`Orsay.
Na rodzinnym nagrobku Caillebotte`ów nad autoportretem Gustawa umieszczono sztuczne kwiaty. Zasłużył moim zdaniem na świeże orchidee. Przynajmniej raz na rok.


Widok na Paryż z Pére-Lachaise

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...