wtorek, 31 stycznia 2012

Zazdroszcząc talentów

Ależ niektórych ślepy, ale w tym przypadku na pewno nie głuchy, kod genetyczny obdarza!!!!
Adele na żywo w holenderskim radio powala na kolana, jeśli się stało, wbija w fotel, jeżeli siedziało, skalą, siłą i urodą głosu. Niech się schowa w mysią dziurę (najlepiej Myszki Miki) teledysk do Rolling in the Deep, gdzie uwagę przyciąga głównie niemożność wstania wokalistki z krzesła, do którego przykuł ją reżyser.

wtorek, 24 stycznia 2012

Trafiony prezent

Są takie kraje, w których tworzy się (chciałam napisać produkuje, potem wytwarza, ale zgrzytało prozą, a temat godny poety) czekolady o wadze netto 1000 gramów. Jeśli się ma przyjaciół w tych krajach, to przyjeżdżając z wizytą, przywożą ciężki prezent.



Zaistnienie w życiu człowieka czekolady-giganta, powoduje, niestety, nieodwracalne zmiany w mózgu, który to organ od momentu tego spotkania odbiera zwyczajną stugramową tabliczkę jako drobną przekąskę, a konsumpcji pojedynczej kostki ze zwykłej tabliczki w ogóle nie zauważa.


Pewnych problemów nastręcza odłamanie kawałka niebios z kolosa. Powiem wprost, dla malej, slabej kobietki jest to wręcz niemożliwe. Do tego trzeba jakiegoś barczystego drwala, kowala albo górala. Naukowiec się nie nadaje. (Nadaje, nadaje, tylko poszłam na efekt ;)

Slaba na ciele, ale nie na umyśle kobieta radzi sobie, jak potrafi. Udaje się do kuchni, otwiera szafkę, wyciąga długi, ostry nóż, wącha stal, budzi nagi instynkt i ... ciach, ciach... uderza w kakaową skałę!! Z głuchym dźwiękiem odpadają nieregularne odłamki.

Plusem bycia obdarowaną kilogramem czekolady jest błogie poczucie aprowizacyjnego bezpieczeństwa, minusem perspektywa endorfinowego więzienia...

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Antyki i harlequiny

W słoneczny i rześki niedzielny poranek z gatunku "wstawaj, szkoda dnia!", polecieliśmy na targ antyków i staroci odbywający się w każdą sobotę i niedzielę przy Porte de Vanves. (Dla podkreślenia faktu, jak bardzo się uzupełniamy, dodam, iż połowa z nas maszerowała żwawo niczym napoleońska armia na podbój Europy, druga połowa krokiem marudera ciągnącego się za wojskiem, jedni z radosną pieśnią na ustach, inni ze starą śpiewką Znowu będziemy kupować skorupy? ;)

Giełda ta jest polecana turystom przez większość przewodników po Paryżu, dlatego odwiedzają ją licznie Amerykanie, Chińczycy, Japończycy, Niemcy, co zdaniem sprzedawców jest wystarczającym powodem dodania baśniowego zera do realnej ceny. W związku z tym lubię tu przyjeżdżać, żeby popatrzeć na okruchy przeszłości i cały ten jarmarczny folklor. Tym razem wypatrzyłam takie cudności jak gablota pełna kolorowych motyli, stary malowany teatrzyk lalkowy z kurtyną i kilkoma pacynkami do kompletu, dziewiętnastowieczne wydania dramatów oprawione w skórę, czekające w zakurzonym kartonie na kolejne wcielenie.
Między pożółkłymi kartkami jednego z tomów znalazłam szary ze starości liść lilii wodnej i fragment listka draceny, które w zasuszonej formie przetrwały tyle roślinnych pokoleń, iż w świecie flory są odpowiednikiem mumii egipskich. Liście pozostawione w książkach kierują myśli w stronę poprzednich właścicieli. Wyobraziłam sobie ich cały korowód - reżysera teatralnego, aktorkę Comédie-Française, profesora literatury, aspirującego dramatopisarza... Wkładanie liści i kwiatów to subtelny sposób na zaznaczenie swojej obecności w życiu książki. Mniej delikatne, acz użyteczne i interesujące, bywają notatki ołówkiem na marginesach. Można również praktycznie podpisać się długopisem na pierwszej stronie, co ostro przypomina o istnieniu właściciela...

Handel kończy się popołudniu wielkim pakowaniem - zabezpieczaniem kruchego towaru papierem, składaniem stołów, gablot, stelaży namiotów, zwijaniem plandek, upychaniem wszystkiego w dostawczych samochodach. Niektórym handlującym nie chce się pakować mało wartościowych przedmiotów, które zbyt długo nie znalazły nabywcy, więc po prostu zostawiają je pod drzewami, jakimi wysadzany jest szeroki chodnik. Widywałam porzucone stare czasopisma, obrazki z potłuczonym szkłem, które sprzedawca wyraźnie uznał za mniej cenne niż własne dłonie.

Minionej niedzieli ktoś zostawił hałdę harlequinów i romansów w kolorowych okładkach przedstawiających bukiety róż, zachody słońca, kształtne niewiasty i zdrowo wyglądających młodzieńców. Znalazła się wśród nich klasyka gatunku pióra Danielle Steel. Ludzie podchodzili, zaglądali, niektórzy decydowali się na przekopywanie górki, większość odchodziła z pustymi rękami. Kolekcjonowanie antyków i czytanie harlequinów widać nie idą w parze.

sobota, 14 stycznia 2012

Mąż wraca z pracy

Spider: Co dzisiaj robiłaś?
Bee: Przepuszczałam czas przez palce.
Spider: Czy to był przepływ laminarny, czy turbulentny?
Bee: To znaczy???
Spider: Uporządkowany czy burzliwy i chaotyczny?

Zdecydowanie chaotyczny :)
Okazuje się, że terminologia mechaniki płynów może być przydatna w analizowaniu zagadnień egzystencjalnych.

piątek, 13 stycznia 2012

Lata 70. wiecznie żywe...

... w piosence francuskiej.

wtorek, 10 stycznia 2012

Sylwester bez ogni

Na początek kilka danych liczbowych.
- Temperatura sywestrowego powietrza w Paryżu wynosiła 14 stopni Celsjusza, w Gif (ciekawe, kogo to obchodzi ;) 13 stopni.
- Wielonarodowościowy, wielorasowy tłum spacerowiczów na Polach Elizejskich oszacowano na 300 000.
- Telefonie komórkowe Orange, SFR i Bouygues odnotowały 500 milionów smsów wysłanych tej nocy we Francji.

Jeżeli nie wyobrażacie sobie sylwestra bez fajerwerków buchających w oszałamiających ilościach nad głową, nie przyjeżdżajcie w tym terminie do Paryża, udajcie się raczej na wrocławski Rynek, gdzie porazi Was sztuczny blask Nowego Roku. W Paryżu będziecie się musieli zadowolić wieżą Eiffla migającą bajkowo, lecz jak zazwyczaj o pełnej godzinie, i lawirowaniem w gęstwinie ludzi w górę i dół Champs Élysées.

Zeszłego roku byłam uboższa o tę wiedzę, podejrzliwa po przeczesaniu paru stron i forów w internecie, ale i pełna nadziei. Wybraliśmy się na Pola Marsowe i z niecierpliwością czekaliśmy na pokaz ogni godny stolicy. Nie doczekaliśmy się. Rozbawili nas za to młodzi Francuzi wrzeszczący, ile pary w płucach Łeee!!!! Łeee!!!! (fr. Oui! Oui!, pol. Tak! Tak!) wyrażając prawdopodobnie w ten sposób młodzieńczą akceptację dla mijającego roku i niecierpliwe oczekiwanie na nowy. Włączyliśmy się nawet do tego niesharmonizowanego chóru domagając się Łeee!!! Fajerwerków!!!! Ich brak sprawił, że pewna Brazylijka w średnim wieku i puchowym skafandrze dwadzieścia minut po północy zwróciła się do nas z pytaniem Ile minut zostało do dwunastej? Trochę była zdziwiona, gdy dowiedziała się, że przyleciała z innego kontynentu, aby przegapić północ w Paryżu.

31 grudnia roku Pańskiego 2011, o rok starsi, pełni doświadczenia i mądrości życiowej ;), po kolacji w ulubionej restauracji sushi, gdzie spodziewaliśmy się kolejki oczekujących na stolik, a byliśmy jedynymi klientami, wybraliśmy się na nocny spacer ulicami Paryża odnotowując bezludzie i pozamykane knajpki w bocznych uliczkach Saint Germain des Pres, nieco więcej bliźnich przy głównych bulwarach. Paryżanie wyjechali do Tajlandii i na Wyspy Zielonego Przylądka lub wybrali zabawę na prywatkach i w klubach.

Na rue de Seine minęliśmy wysokiego mężczyznę w czerwonym berecie postawionym na czubku głowy powtarzającego w kółko głosem bohatera kreskówki Bonne Annee, Bonne Annee, Bonne Annee... (Dobrego Roku). Życzenia przyjęliśmy, lecz na wszelki wypadek przyśpieszyliśmy kroku.
Pod Lafayette i Printemps wśród tłumu rodzin z dziećmi usiłowałam sfotografować animowane lalki na wystawach.




Udzieliliśmy parze młodych, eleganckich Francuzów wyczerpujących wskazówek, jak dotrzeć do Opery Garnier.
Z przykrością zauważyłam, że nie wszyscy spędzą ten wieczór w Operze.


Przejście Champs Élysées w poprzek nastręczyło pewnych problemów, ale przy zaangażowaniu całego ciała i uzbrojeniu w cierpliwość zakończyło się sukcesem.

Jeszcze przed północą wszystkie kosze zostały zapełnione.  
Most Alma pokonują setki zdążających z prawobrzeżnego Paryża na Pola Marsowe. Na tymże moście z doskonałym widokiem na Eiffla stanęły, jak w ubiegłym roku, garkuchnie, sprzedawcy szampana i grzanego wina, zgromadziło się mnóstwo ludzi. Wielu z nich w swej naiwności żółtodziobów liczyło zapewne na pokaz ogni. Dla niektórych skończyło się co najwyżej ogniem w gardle wskutek konsumpcji ;)



Nowy Rok przywitaliśmy na placu przed Notre Dame pod olbrzymią, tradycyjnie przystrojoną choinką w przyjemnie kameralnym gronie w porównaniu z Polami obydwoma.
O północy zamigała w oddali wieża, roztrąbiły się samochody, rozdzwoniły kieliszki, zapełniły ulice, mosty i kawiarnie - paryżanie wrócili z Wysp Zielonego Przylądka :)

Propozycja współpracy

Spider (niewinnie): Pomożesz mi z DNS*?
Bee (zaintrygowana, pierwsze słyszy o DNS): A co bym miała robić?
Spider: Zachęcać mnie do pracy.

* Direct Numerical Simulation - numeryczna metoda obliczeniowa procesów przepływowych; dla masochistów szczegółowe wyjaśnienie tutaj, osobiście nie podejmuję się nawet tłumaczenia ;)

Wolałabym raczej pomagać przy:

* Dyskusja Nad Spektaklem, Długi Nocny Spacer, Degustacja Niezliczonych Serów
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...