czwartek, 5 maja 2016

3-majówka we Wrocławiu. W dwugłosie subiektywnym.

Ekscytującą atmosferę pospolitego ruszenia na festiwal gwiazd poczuliśmy już na przystanku tramwajowym, gdzie nie udało nam się wcisnąć do dwójki, żeby przejechać kilka przystanków, które dzieliły nas od Hali Stulecia. Cudem wepchnęliśmy się do kolejnej, by dotrzeć jak sardynki w metalowej puszce (z uchylonym wieczkiem:) do celu.


Zaczęliśmy od Korteza. Świadoma gustu muzycznego Spidera uprzedziłam, by nie spodziewał się instrumentalnych fajerwerków, gdyż Kortez to artysta z gitarą i fajnym, niskim, chrypliwym, lekko zblazowanym głosem. Największa wartość jego twórczości - perorowałam - leży w tekstach, w których męski podmiot liryczny nie boi się mówić szczerze i poruszająco o swoich uczuciach. Słowom towarzyszy nieskomplikowana melodia, która nie stanowi dla nich większej konkurencji. (Na gali wręczenia Fryderyków 2016, gdzie Kortez zagrał ze znakomitym artystą jazzowym Adamem Pierończykiem, prostotę tej muzyki słychać było szczególnie dobitnie w zestawieniu z głębią brzmienia saksofonu Pierończyka.)

Wracając do tematu - Kortez mnie wzruszył, Spidera zdenerwował, bo nuda i prawie disco polo. Indagowany, czy wsłuchał się w tekst, Spider zaprzeczył. Należy domniemywać, że mój wykład także puścił mimo uszu. W tym miejscu zacytuję fragment piosenki Natalii Przybysz pt. XJS, trafnie punktującej różnice w męskim i żeńskim odbiorze świata:
"Dlaczego ja piszę piosenkę, a ty nie wiesz, o czym jest?
Bo słucham melodii, nie liczy się tekst..."



Polecieliśmy na Pergolę, żeby posłuchać Meli Koteluk. Występowała w intensywnym słońcu i błękicie przysłoniętym fantazyjnymi chmurami. W pewnej chwili rozgrzaną i przykurzoną publiczność skropił delikatny deszczyk... Nie, nie z chmury, ale z pergolowej fontanny, która miewa taki szeroki gest. I wówczas nad widownią, na tle sceny z Melą w kolorowych, wzorzystych spodniach utworzyła się tęcza. Warunki i zjawiska atmosferyczne sharmonizowały się z pozytywną osobowością i piękną twórczością Artystki.



Pomimo tego, że jestem MELOmanką, nie potrafiłam skupić się na pierwszym w tym sezonie koncercie pod chmurką. (A skupienie na występach Meli jest nieodzowne.) Nie przeszkadzały mi co prawda chmury, ale gaduły i spacerowicze oraz słaba jakość dźwięku w miejscu, w którym staliśmy, nieco z tyłu, na prawo od czarnego domku dźwiękowca (po lewej dźwięk niczym nieograniczony niósł się znakomicie, co stwierdziłam dopiero następnego dnia słuchając w strugach deszczu Happysad). Tak czy inaczej przyjemnie było usłyszeć na żywo piłowane nieustannie z płyt lub laptopa utwory. Wczułam się dopiero w końcowe rockowe aranżacje. Dla Spidera muzyka Meli jest zbyt melodyjna, tekstów jak wiadomo nie słucha, więc zerwał się na Lao Che do Hali.

Dołączyłam wkrótce. Tu byliśmy absolutnie zgodni. Lao Che zagrał genialny koncert. Oszałamiający potęgą dźwięków i słowa. Warto byłoby wpaść na 3-majówkę tylko dla Lao Che.



Czas Kultu na Pergoli. Zajmujemy miejsca blisko sceny. Zaczyna się. Jest profesjonalnie, energetycznie, mocno, buntowniczo. Tłum gęstnieje. Tłum manifestuje. Unieśmiertelnia Celinę. Cieszy się z wyjazdu podopiecznych. Entuzjazm, prawie amok skaczącej widowni rozlewa się jak tsunami. Uciekam na suchy ląd, Spider zostaje w kotle. Wypływa po godzinie mokry do podkoszulka i zakurzony do kolan.

CDN.

niedziela, 1 maja 2016

To był dzień! Światowy Dzień Jazzu.


W sobotni wieczór w Hali Stulecia podczas wielkiej, wspaniałej imprezy z okazji Światowego Dnia Jazzu naprawdę można było odczuć europejskość i światowość, rozmach i jakość kulturalnego Wrocławia. Zadziało się tak za sprawą Leszka Możdżera - dyrektora artystycznego festiwalu Jazz nad Odrą oraz wielu znakomitych muzyków, którzy przyjęli jego zaproszenie do wzięcia udziału w tym niezwykłym przedsięwzięciu, które moim zdaniem przejdzie do muzycznej historii miasta.

Szczegółową relację pozostawiam jazz forum. (Właściwie dlaczego jeszcze jej nie ma?? Co tam, że długi weekend - żyjemy w czasach głodu najświeższych informacji! :) Nadmienię jedynie, że na głównej scenie Urszula Dudziak ze świetnym zespołem nie tylko śpiewała, ale również bawiła anegdotami i motywowała niczym najwiarygodniejszy coach do pozytywnej myśli oraz zgodnego z własnymi potrzebami i talentami życia.

Laureat Grand Prix Jazzu nad Odrą 2016, zespół SKICKI SKIUK, zagrał krótko (za krótko :), ale tak klimatycznie i zachęcająco, że już zaczęłam tropić ich najbliższy występ w naszym mieście.

Koncert Tomasza Stańko z Newelectronic feat. Leszek Możdżer był jak muzyczna uczta Babette, prezentował najwyższy poziom wyrafinowania.



Nie doceniłam wielbicieli jazzu, gdyż obawiałam się, że olbrzymia Hala będzie świecić pustkami. Tymczasem publiczność stawiła się tłumnie, rozrzut wieku od 90 (nie przesadzam) do nastu, i współtworzyła razem z muzykami oraz organizatorami entuzjastyczną i wyjątkową atmosferę tego Wydarzenia.

Jazz ma się dobrze pod każdym względem.

P.S. Poniżej zdobywcy Grand Prix - SKICKI SKIUK - w akcji - przy innej okazji.



niedziela, 17 kwietnia 2016

O czym myśli naukowiec inżynier

Wracamy ze spaceru, na którym Spider był niezwyczajnie milczący i zwyczajowo mało entuzjastyczny wobec secesyjnych kamienic i rozwijających się pączków magnolii.
- Prawie się nie odzywałeś... - stwierdzam w windzie. - Coś nie tak?
- Niee... Musiałem przeliczyć wymiennik, bo mnie to męczyło....
- Aaa...
Wyszło mi pięć metrów długości. Jednak się pomylili...

I świetnie. Każdy miał swoją przyjemność z przechadzki - on przeliczył, ona sobie pogadała i popatrzyła. :))

Znalezione obrazy dla zapytania max beckmann resting woman carnations

sobota, 9 kwietnia 2016

Pogwarki rodzinne

Poinformowaliśmy Niunię&Co, że w Wielkanoc częściowo nas nie będzie, ponieważ wybieramy się do Drezna.
Wieczorem dzieweczka rzecze do babci:
- Skoda, ze cioci nie będzie w święta... Ale chyba WUJEK chce jechać do muzeum...

Przecież wszystkim zainteresowanym wiadomo, że wujek uwielbia muzea, na samą myśl o galeriach wypełnionych malarstwem przebiera nogami. W przeciwnym kierunku... Wujek Samo Zło ;)

***

Pytam Niunię pod koniec wizyty u niej i kilkugodzinnej, wspólnej zabawy.
- Jakie masz plany na jutro, Króliczku?
- Psychodzis.

sobota, 26 marca 2016

Alleluja!!!

Drodzy,
ożywczych i odkrywczych Świąt Wielkiej Nocy,
odwagi i uporu w poszukiwaniu, zdobywaniu, sięganiu po swoje sacrum.
Bee

piątek, 18 marca 2016

Piątkowy nektar

Muzyczny smakołyk. Prostota i wdzięk. "Dla Mamy" Korteza.



W kinie "Barany. Islandzka opowieść". O dwóch takich, co kochali owce (bez woodyallenowskiej dosłowności ;). O tym, że łatwiej miłować zwierzę niż bliźniego, a już najtrudniej własną rodzinę i że często nie dostrzegamy, jak wiele nas łączy, fiksując się na tym, co dzieli i dopiero w obliczu tragedii... Znakomita filmowa przypowieść w islandzkim entourage`u.




środa, 16 marca 2016

Pogwarki rodzinne

Szósta trzydzieści rano w mieszkaniu Niuni&Co.
Mama miota się przed wyjściem do pracy. Zrelaksowana dzieweczka poleguje w piżamce na łóżku. Nie wybiera się do przedszkola. Babcia przyjechała.
- Mamuniu, jaki mas napis na bluzce? - zapytuje sennym głosikiem.
- Nowy Jork.
- A wies, kto był w Nowym Jorku?
Odrobinę zaintrygowana mamunia zatrzymuje się na moment.
- No kto?
- Misiek.

P.S. Wyjaśnienie dla niezorientowanych w tematyce filmów dla dzieci - "Misiek w Nowym Jorku" wyświetlany był niedawno w kinach i przedszkole Niuni zaliczyło jeden z seansów.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...