środa, 3 czerwca 2015

Paryż do z(a)nudzenia

Czy Paryż może się znudzić? Ze swoją harmonijną haussmannowską architekturą i przelicznymi restauracjami wychodzącymi na chodniki i place, wypełnionymi rozgadanym tłumem? Z setkami galerii, antykwariatów i butików kuszących najbardziej wyrafinowanymi przedmiotami, jakie stworzył człowiek? Z pięknymi parkami, ukwieconymi skwerami, alejami platanów? Czy może się opatrzeć sylwetka Bazyliki Sacre Coeur lub Wieży Eiffla pojawiająca się nagle w perspektywie ulicy, w przerwie między budynkami? Być może... Jeśli zupełnie straci się wrażliwość na urodę świata. :)

Do tego dochodzą skarby nieprzebrane zgromadzone w tutejszych muzeach i wspaniałe wystawy czasowe, ściągające do Paryża dzieła sztuki z całego świata (organizowane przez duże muzea dwa razy do roku; sic!; na moją zgubę;).

Dlatego Paryż z perspektywy beztroskiego turysty jest jak wiosna. Za każdym razem fascynujący.










































P.S. Excuse moi za jakość zdjęć, nie chciało się nosić aparatu.

poniedziałek, 11 maja 2015

Ile mamy wiosen?

Siedząc niegdyś jak dzionek długi a tydzień szeroki za biurkiem sporej firmy farmaceutycznej, przeoczyłam wiele wiosen. Zanim zorientowałam się, że kwitną tulipany i piwonie, płatki zdążyły opaść. Nim wybrałam się w weekend za miasto, przekwitły jabłonie i czeremchy. Świadomość, że na kolejny spektakl trzeba czekać ROK, wywoływała poczucie niedowierzania, straty, buntu. Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłam, może zażalenie dotarło do Matki Natury, ale doczekałam czasów, gdy mogę obserwować najpiękniejszą porę roku nie tylko w antraktach, z przyjemnością odnotowywać najskromniejsze kwiatki i różnice w odcieniach zieleni.
Nie bez kozery dawniej, kiedy ludzie mieli bliższy kontakt z przyrodą, liczyło się przeżyte lata w wiosnach... Zasadnym wydaje się pytanie, czy ten kto przegapia wiosnę, traci rok z życia...?



















































sobota, 9 maja 2015

Skromność to jego drugie imię...

SPIDER: Co robiłaś popołudniu?
BEE: Myślałam.
SPIDER: O mnie?
BEE: Też.
SPIDER: Oooo... W takim razie to nie był czas stracony.

***

BEE: Ptak znowu narobił mi na marynarkę...
SPIDER: Podobno to wróży bogactwo...
BEE: Trzeci raz w ciągu miesiąca!!!!!
SPIDER: ... i nowego męża.

środa, 29 kwietnia 2015

Wieści spod Młyna

Liter w nazwie na dachu ubywało, zmieniały położenie wokół własnej osi, aż w końcu zniknęły, dziur w oknach przybyło, ale Młyn Sułkowice nadal stoi w mniej więcej niezmienionej formie, a niedzielny targ prężnie funkcjonuje. Zimą bywałam na nim rzadziej z racji, jak łatwo wydedukować, atrakcji meteorologicznych skutkujących już po godzinie dreptania przy straganach i pudłach wypełnionych dobrem (i niedobrem towarem), wychłodzeniem organizmu graniczącym z hibernacją.

Wiosna wszystko zmienia. I nawet gdy czasem potwornie mi się nie chce zrywać o dziewiątej rano i jechać pod Młyn, to gdy już sunę wąskim chodnikiem w stronę bramy wejściowej, lawirując wśród masy ludzi, bacząc jednym okiem, żeby nie spaść z krawężnika, nie wejść w rower przed sobą lub nie zderzyć się z człowiekiem idącym z naprzeciwka, drugim okiem zerkając na liche przedmioty wystawiane na kawałkach tkanin rozłożonych wzdłuż siatki ogrodzenia przez handlujących na dziko, kiedy wkraczam przez pierwszą z trzech bram na teren targowiska i wchodzę w uliczkę z holenderskimi meblami retro, karmą dla zwierząt, sprzętem elektrycznym, widzę w tle placyk zapełniany coraz szczelniej przez sprzedawców używanych ubrań, w tym momencie, jeszcze zanim dotrę do moich ulubionych rzędów pudeł wypełnionych ceramiką, obrazkami i wszelkim barachłem, czuję, jak zagarnia i unosi mnie chaotyczna i nieposkromiona energia życia i w tej chwili nie chciałabym znajdować się nigdzie indziej. Ani we własnym łóżku, ani na wieczornej plaży w Saintes Maries de la Mer, ani w Muzeum Orsay. :)



Tropienie kiczu trwa. Czarowne nimfy stroją swoją śpiącą królową, wokół pełno kwiecia, jest po prostu ślicznie i właściwie mogłabym się do nich przyłączyć.
Oryginalna wersja jeleniego rykowiska, gdyż zaloty zakłóca... drapieżny ptak.
Sprzedawca był tak miły, że rozłożył porządniej i wygładził tę fabrycznie wykonaną makatę do zdjęcia. Tu nadmienię, że w domu posiadam ręcznie utkaną o podobnej tematyce, której nie oparłam się w jakimś second handzie; na razie nie dysponuję wiejską chatą/domkiem letniskowym, w którym chciałabym ją powiesić.
Słodkie niewiasty, łabądki i kalie przylgnęły do secesyjnej żardiniery.
Prawie Rafael...
Kiczowaty "relikwiarz". W sam raz na zdjęcie ukochanego ;)
Nie mam pojęcia, do czego mają służyć te nogi w pikantnych białych rajtuzach... Jako lampki na stoliki nocne! Ale gdzie kabelki? Nie wiem, dlaczego upieram się przy funkcji użytkowej... Do admirowania! Świetny prezent dla miłośnika damskich kończyn dolnych.
Sfotografowane w marcowym śniegu, brrr.
Portret damy.
W fantazyjnej technice kolażu.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Wrocławski street art

Znakomity, prawdę mówiąc mój ulubiony, przykład wrocławskiego street artu znajduje się na opuszczonym budynku niedaleko skrzyżowania Wyszyńskiego i Sienkiewicza. Zatytułowany (czerpiąc z dzieła) "Struktura życia jest wrażliwą formą".
P.S. Street art jest wrażliwą formą wyrazu uzależnioną od wielu czynników zewnętrznych. Dzieło zniknęło wraz z budynkiem, ustępując miejsca nowej inwestycji.





























Kamienica na obleganej przez studentów i młodzież Wyspie Słodowej. Obecnie toczy się debata społeczna, jak zagospodarować budynek. Oczywiście, że na cele kulturalne!!! :)

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Wreszcie

Wiosna nie kwapiła się długo z pomocą humanitarną. Już myślałam, że na zawsze pozostanę w stanie zimowej hibernacji, zafiksowania na idiotycznych i męczących ideach, które dopiero intensywne słońce jest w stanie pokazać we właściwym świetle i rozpuścić... Pomysły prysły, a ja oficjalnie zainaugurowałam dziś sezon w ogrodzie zmysłowych przyjemności, czyli w magicznym botanicznym.
Zdjęcia świeżo upieczone, niestety znów w smartfonie.

 




Po opuszczeniu ogrodu, w którym nawet wiało mniej niż w innych częściach Ostrowa Tumskiego (co potwierdza jego kojąco-wyciszające właściwości:), z rozmachu sfotografowałam jeszcze zdziczałą wiśnię, jaka uchowała się przed księgarnią archidiecezjalną. Dopiero zakwitła obficie i przelotnie i wygląda jak co roku zjawiskowo wśród wiekowych murów. Już myślę i żałuję, że jej młodość potrwa tylko tydzień. Czasie zarzuć swój sprint, stań i podziwiaj!!!!!!!!!


sobota, 4 kwietnia 2015

Z koszyczkiem

Drodzy,
Życzę Wam, żeby Święta Wielkiej Nocy wydarzające się na styku zimy i wiosny, śniegu i słońca, niebytu i odrodzenia
budziły nadzieję na lepsze
i nową energię do zawalczenia o nie.
Ściskam
Bee

***

Bee ze Spiderem idą z koszykiem poświęcić pokarmy.
On niesie, ona komentuje:
- Do twarzy ci z tym koszyczkiem...
- Mhmm.
- Jak ci się podoba dekoracja? 
- Może być.
- A co ci się w niej podoba? (Pobudzanie zmysłu estetycznego u inżyniera.)
- Yyy... pomarańczowa wstążka.
- Od Hermesa. (Ostała się po pudełku perfum.)
- Myślisz, że Bóg zauważy, że to od Hermesa?

Na żywo brzmiało śmieszniej.

***

Wesołych Świąt, czyli trzymajcie się z daleka od gigantycznych, kosmatych królików!! :))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...