sobota, 24 stycznia 2015

Pogwarki zaskakujące

Rozmawiam z Niunią przez telefon, pada znów sakramentalne:
- Kiedy psijedzieś, ciociu?
- Jutro popołudniu.
- Psijedź rano.
- Czyli o której, Niuniuś? - dla zabawy ciągnę wątek.
- O siódmej - stwierdza zupełnie serio, a następnie przechodzi do szczegółowych wskazówek:
- Obudź się o siódmej...
(Super! Nie muszę wstawać o szóstej, żeby dotrzeć na siódmą.)
- ... umyyj buuzię, źjeedź śniadaanie, ubieź się i psijedź.
- Kochaniutka, wiesz, że ciocia nie wstaje tak wcześnie jak ty. Ciocia ma inny rytm dnia...
- To źmień!
- Czasami chciałabym go zmienić, ale to nie jest takie proste...
I wtedy dobiega mnie następujące zdanie:
- To jeśt w twojej głowie.
Yyyy... Czyżbym się przesłyszała? O czym ten maluch mówi?
- W móóźgu!! - Niunia z triumfem przypomina sobie nowe słowo.

Niezła diagnoza jak na pięcioletnią psycholożkę. Wskazania: Regularna zabawoterapia trzy razy w tygodniu od siódmej rano do siódmej wieczór.

Kozetka?

środa, 21 stycznia 2015

Pogwarki zilustrowane

Serwuję dziś na późną kolację odgrzewany kotlet ze świeżą i oryginalną surówką, czyli notkę z cyklu "Pogwarki małżeńskie" sprzed kilku lat z niedawno powstałą do niej ilustracją autorstwa mojej zdolnej koleżanki E.


Istnieje duże prawdopodobieństwo, że kotleta także nie próbowaliście, ponieważ wpis powstał w 2011. Mieszkaliśmy wówczas w podparyskim Gif-sur-Yvette i dopiero co zaczęłam pisać blog, na który zaglądała głównie koleżanka nudząca się w Niemczech i kolega nudzący się w Norwegii oraz kilka osób ciężko pracujących na ojczystej ziemi. ;)


***

Spider w piątkowy wieczór po lekkim użądleniu przez Bee:

- Nie, nie, nie!! Nie uda ci się ze mną pokłócić! Ja wiem, że idzie weekend i możesz być wkurzona, bo będę ci siedział przez dwa dni na głowie, nie będziesz sobie mogła chodzić w papilotach do pierwszej i popijać zielonej herbatki… Ale nie dam się sprowokować...

Skąd on wytrzasnął te papiloty??? :)



środa, 14 stycznia 2015

Terror w rodzinie

NIUNIA: (przez telefon) Ciociu, psijedzieś dzisiaj do mnie?
BEE: Nie dam rady, Niuniuś. Mam trochę spraw do załatwienia, ale możemy się umówić na jutro.
NIUNIA: Nie, nie, nie!!! Dzisiaj albo niidy!!!

***

NIUNIA: To są moje ujodziny i ja decyduję, kogo zaprosę.
SPIDER (odważnie): A ja jestem zaproszony czy nie?
NIUNIA: Ty, wujku, na pewno.
Reszta członków rodziny tchórzliwie wolała nie dociekać, do czyjego uczestnictwa w imprezie i porcji tortu jubilatka nie jest przekonana.

wtorek, 6 stycznia 2015

Amerykanin w Paryżu, czyli Koons w Pompidou

Do Centrum Pompidou poleciałam w pierwszy dzień świąt, żeby zobaczyć wystawę Marcela Duchampa, na którą ostrzyłam ząbki od kilku miesięcy. A przy okazji popatrzeć z ostatniego piętra szklanego gmachu na ulubioną panoramę Paryża z niezwykle efektowną z tej odległości choinką Eiffla.
Chmury pędzą, rzeki płyną, w człowieku zmieniają się konfiguracje neuronów. Mrugająca o godzinie 21. wieża nie wywołała spodziewanej ekscytacji, wzbudził ją natomiast widok bazyliki Sacre Coeur w słońcu, gdy wjeżdżałam schodami w przeszklonym korytarzu na górę... Ekspozycja wielkiego kpiarza, ironisty, eksperymentatora - Duchampa pozostawiła mnie obojętną, tymczasem rozłożona na tym samym piętrze retrospektywa współczesnego amerykańskiego artysty Jeffa Koonsa, której nie miałam w planach, dostarczyła całej gamy nieoczekiwanych doznań, kolorowego koktajlu bodźców tyleż przyjemnych dla oka, co frapujących dla mózgownicy.

Snułam się początkowo zmęczona wśród odkurzaczów i tosterów wyniesionych na ołtarze sztuki, pośród olbrzymich, oryginalnych billboardów z lat 70. i 80. niezamierzenie ukazujących i utrwalających nierówności klasowe amerykańskiego społeczeństwa. Przy srebrnym wiadrze w otoczeniu wyrafinowanych przedmiotów używanych przez ekonomicznie uprzywilejowanych zaczęłam doceniać wyraziste koncepty i społeczne zaangażowanie Koonsa. Porcelanowy Michael Jackson z szympansem Bubbles bezapelacyjnie mnie zachwycił. Co za genialny, przeładowany sensami pomysł, aby przedstawić króla popu, nadwrażliwca o kruchej psychice, osuwającego się często w tandetną stylistykę, w delikatnym, białym (!), królewskim materiale, jakim jest porcelana! Misterne kwiatki otaczające postaci nawiązują do najcenniejszej porcelany miśnieńskiej, obiektu uwielbienia i pożądania kolekcjonerów i dumy muzeów na całym świecie, której bogactwo zdobień może czasami razić, ale budzi też respekt dla artyzmu i techniki wykonania. Podobnie jest z Michaelem...

Wstąpiły we mnie nowe siły. Dalej było kolorowo i efektownie w warstwie wizualnej, refleksyjnie i gorzko w sferze treści. Obrazy niczym z animacji dla dzieci połączone z przekazem dokumentu na temat współczesnego świata.









Retrospektywę Jeffa Koonsa można oglądać w Centrum Pompidou do 27 kwietnia 2015.

czwartek, 1 stycznia 2015

Dobrego Roku!!!

Życzę Wam wiary w siebie i swoje możliwości,
zapału i energii do rozwijania pasji,
umiejętności błogiego odpoczywania,
uświadomienia i realizacji skrytych pragnień
oraz przychylności Nowego 2015 Roku
w kwestiach w/w i nie tylko :)
Bee

Poniżej kilka świąteczno-sylwestrowych zdjęć Paryża.









wtorek, 30 grudnia 2014

Impresjoniści z wizytą w Paryżu

Tak się miło złożyło, że na Święta wylądowaliśmy w Świątyni Sztuki zwanej przez poetów Miastem Światła, przez geografów Paryżem. Plan kulturalny miałam bardzo ambitny, obejrzenie około piętnastu wystaw w tutejszych muzeach, oblecenie ulubionych ulic, placów, dzielnic, odkrycie zaułków i miejsc ciągle nieodkrytych, obfotografowanie świątecznych wystaw sklepowych oraz iluminacji ulicznych...

Na pierwszy ogień poszło Muzeum Luksemburskie. Mieści się ono w pawilonie przy Pałacu Luksemburskim i sławnym Ogrodzie i organizuje dobre ekspozycje czasowe. Tym razem kuratorzy zaproponowali wystawę zatytułowaną "Paul Durand-Ruel. Postawić na impresjonizm. Manet, Monet, Renoir." Durand-Ruel - marszand, właściciel galerii w Paryżu, później również w Nowym Jorku, miłośnik sztuki jako jeden z pierwszych kupował obrazy od lekceważonych, klepiących biedę impresjonistów. Organizatorom udało się zgromadzić znakomitą próbkę tego, co przeszło przez ręce marszanda, obrazy rozsiane obecnie po muzeach w Stanach Zjednoczonych, Francji, Niemczech i pozostające własnością prywatną. Takiej gratki nie mogłabym przepuścić. Poza tym nie może być czulszego przywitania z Paryżem jak poprzez dzieła impresjonistów.

Odstałam chwilę w ogonku przypominając sobie znany przecież fakt, że w Paryżu do muzeów ustawiają się kolejki, nie udało mi się oddać kurtki do szatni, gdyż wszystkie numerki zostały wykorzystane i wkroczyłam do pierwszej sali prosto w wibrujące intensywnością kolory Renoira - portrety synów i córek Durand - Ruela.

Nie pamiętam, czy obraz Moneta "Czytająca", zwany również "Wiosną", był częścią wielkiej wystawy mojego ulubieńca w Grand Palais kilka lat temu. Być może schował się w tłumie większych formatów, choć trudno sobie wyobrazić, że mogłabym go nie zauważyć. W Muzeum Luksemburskim szeptał do mnie tak słodko i pogodnie, że nie potrafiłam od niego oderwać oczu (i uszu;). Wracałam kilkakrotnie, żeby napatrzeć się na plamy światła na trawie i sukni, na świeżość zieleni ogrodu, róż i seledyn tkaniny, spokojną twarz czytającej, poczuć piękno i i ulotność chwili.


"Czytająca" lub "Wiosna" Moneta przyjechała z The Walters Art Museum w Baltimore

"Ogród artysty" Moneta z National Gallery of Art w Waszyngtonie

"Po śniadaniu" z Muzeum Staedel we Frankfurcie

"Śpiąca dziewczyna" Renoira z The Sterling and Francine Clark Art Institute w Williamstown
Wspaniale było zastać w Paryżu impresjonistów-emigrantów zza Oceanu. Pewnie nieprędko się znów zobaczymy.

czwartek, 25 grudnia 2014

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...