Gawędzili zupełnie niedawno Bee ze Szwagrem i Bratem Szwagra na temat częstotliwości występowania uśmiechu na twarzach różnych nacji w warunkach miejskich i wiejskich. Bee opowiadała, jak przyjemnie jej było na wakacjach we Francji, gdy ludzie młodzi i starsi mijani w miasteczkach lub wioseczkach obdarzali ją nagle i niespodziewanie sympatycznym uśmiechem. Brat Szwagra, mieszkający w okolicach Liverpoolu twierdził, że w angielskim narodzie życzliwość dla bliźniego i siebie samego utrzymuje się również na przyzwoitym poziomie. Szwagier dorzucił, że we Wrocławiu nie jest źle w porównaniu z Warszawką. Bee nie zgodziła się co do Wrocławia, napomknęła również, jaką zgrozę, podejrzenia o niecne zamiary i ochotę wyrwania sztachety z najbliższego płotu budzi wśród mieszkańców polskiej wsi uśmiechający się przybysz z zewnątrz. Rozmowę przerwało roześmiane od ucha do ucha Dziecko.
Brat Szwagra udał się za dni kilka do Warszawy i gdy szedł trotuarem przypomniała mu się powyższa konwersacja, więc postanowił wykazać się przyjazną inicjatywą, zaświecić przykładem, przy okazji zbadać empirycznie, jak wygląda sytuacja w stolicy. Traf chciał, że w momencie, gdy poczuł się gotowym na eksperyment, napatoczył się policjant i Brat Szwagra obdarzył go serdecznym uśmiechem...
W odpowiedzi usłyszał ponure:
- Co się głupio śmiejesz?
Roztropnie nie podjął dyskusji z władzą.
P.S. Obiekt, na którym przeprowadzono próbę, nie został najszczęśliwiej wybrany, choć niewątpliwie jest reprezentatywny dla swojej grupy zawodowej, udzielił jednakże interesującej podpowiedzi - cieszyć się na ulicy do siebie lub innych jest GŁUPIO! A dlaczego? Rozwinięcie we własnym zakresie ;)