wtorek, 1 maja 2012

Dzieciaki koreańskie III

Żeby nie epatować znowu pyzatymi koreańskimi bobasami i kilkulatkami w akcji, zajmę się dziś głównie dorodnymi nastolatkami, ... które nie wyrosły z dziecięcych przebieranek, harców z bronią w ręku oraz zabaw w męża i żonę. Żarty stroję, a młodzi Koreańczycy bardzo poważnie podchodzą do odgrywania przeróżnych scen wskrzeszających przeszłość ich kraju, ukazujących tradycje, obyczaje i dawne, barwne stroje kontrastujące w zaskakujący sposób ze szklano-betonowym kolorem współczesności. Taka koreańska metoda na uatrakcyjnienie historycznych miejsc. Ku uciesze tubylców i turystów.

Niczym pawie na betonie

Groźna straż pałacowa
Zmiana warty

Miasto Suwon, położone kilkanaście kilometrów na południe od Seulu, może się pochwalić XVIII-wieczną fortecą Hwaseong, wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W tymże mieście, jak obronna tradycja każe, oglądaliśmy pokazy sztuk walki pałką, halabardą, mieczem, pięścią oraz ... drzewem, a w każdym razie czymś przypominającym brzozę z gałęziami zakończonymi grotami. Być może to jakiś koreański wynalazek i znaczący wkład w dziedzinę militariów, jednak temat broni wszelkiej zasadniczo mnie mierzi, więc uprzejmie przepraszam i zarzucam.




W skansenie (Korean Folk Village) w Yongin, kilka kilometrów dalej, młodzi ludzie przybliżali odwiedzającym ludową muzykę i taniec, inscenizowali obrządek ślubu, popisywali się ekwilibrystyką i chodzeniem po linie. Większość prezentowanych sztuk wymagała wieloletnich ćwiczeń, więc grzechem byłoby mówić o nich w kategoriach zabawy czy wakacyjnego "dżoba".

Muzykanci byli równocześnie akrobatami. Grali wykonując skomplikowane ewolucje, skoki, obroty, ze szczególnym okrucieństwem eksploatując głowy i szyje, który to proceder pozostawał w bezpośrednim związku z nakryciami ich głów. I tu dochodzimy do tematu na poemat. Czapki członków koreańskiego zespołu ludowego przyćmiły całkowicie te, które zaprezentowali członkowie angielskiej rodziny królewskiej podczas ślubu Williama i Kate. Ba, te czapki zakasowały wszystko, co kiedykolwiek widziałam na ludzkiej głowie. Tamburyniarze nosili toczki z ruchomą anteną zakończoną imponującą kitą z piór lub długą wstążką. Aby utrzymać końcówki w nieustającym, płynnym ruchu, młodzieńcy kręcili i rzucali głowami na wszystkie strony, cały czas grając. Jakość muzyki pewnie trochę na tym ucierpiała, ostatecznie jednak nie wykonywali IX symfonii van Beethovena, tylko rytmiczne, skoczne ludowe "kawałki".
Bębniarze byli najbardziej stateczni i statyczni pośród tej gromadki. Ich heroizm przejawiał się w tym, że w środku upalnego lata wdziali gigantyczne pompony, przypominające kolorowe gałki lodów - skojarzenie z lodami przynosiło pewną ulgę patrzącym.




W posiadłości szlachetnie urodzonych oglądaliśmy tradycyjną ceremonię zaślubin...


... zakończoną przeniesieniem oblubienicy w lektyce z domu rodziców do domu małżonka.


Zamieszczenie zdjęcia przedstawiającego koreańskie dyby zaraz po fotach ślubu jest całkowicie przypadkowe ;)


wtorek, 24 kwietnia 2012

Modelka

W niedzielę w Parku Szczytnickim trafiła mi się idealna modelka - długa, chuda, naturalnie ruda, z wielkimi oczami i małym noskiem. Nie pokazała metryki, ale wyglądała dość młodo. Odznaczała się swobodą ruchu i magnetycznym wdziękiem, który sprawiał, że przypadkowi przechodnie stawali jak wryci i wodzili za nią zachwyconym wzrokiem. Że o psach nie wspomnę...

Początkowo przejawiała sporą płochliwość i nerwowość, jak to u niedoświadczonych osobników bywa.



Jednak ciekawość, głód ... wrażeń oraz łagodna perswazja fotografa pomogły jej się przełamać i po chwili pozowała niczym sama Natalia Vodianova. De profil, en face, en wygibas.


P.S. Spider słuchał mało aktywnie, jakie śliczne, urocze i słodkie stworzenia z tych wiewiórek, jak to Bee nie dziwi się wcale, że Pawlikowska-Jasnorzewska miała swojego ukochanego Sorka, który jeździł z nią po Polsce i zagranicach (był m.in. na Lazurowym Wybrzeżu), któremu to Sorkowi poświęciła pośmiertnie znany wiersz i że Bee też by chciała mieć wiewiórkę...
- To sprawdź czy są na allegro - zabrał w końcu głos w sprawie.

środa, 18 kwietnia 2012

Koszmar ;)

Bee: Wczoraj miałam koszmarny sen. Śniło mi się, że nie zakręciłam wieczorem mojego kremu przeciwzmarszczkowego. Stał otwarty przez całą noc i SIĘ UTLENIAŁ...
Spider: Każdy wiek ma swoje problemy...

piątek, 13 kwietnia 2012

Wieści wrocławskie

Dziś w kinie Helios przy Kazimierza Wielkiego zaczyna się Przegląd Nowego Kina Francuskiego.
Seanse codziennie 13-19 kwietnia o godz. 19.30.
Film szczególnie godny polecenia - Polisse.

środa, 11 kwietnia 2012

Poczekalnia.0. Warto tu posiedzieć.

Krystian Lupa w Poczekalni.0 zrealizowanej we wrocławskim Teatrze Polskim na Scenie na Świebodzkim stawia precyzyjną i przygnębiającą diagnozę zachodniej cywilizacji. Pokazuje rozpad języka, relacji międzyludzkich, znanej nam rzeczywistości. Rozpaczliwą szamotaninę asertywnych indywidualistów z kiepskiego reality show. Zagubienie w świecie bez drogowskazów, jakby nie patrzeć, elit społeczeństwa, gdyż bohaterowie to adepci aktorstwa, aspirujący reżyser, dziennikarka, małżeństwo z zamożnej klasy średniej.

Wysiedli przez pomyłkę na niewłaściwej stacji, nie mają nic do roboty poza ... konfrontacją. Oglądamy ich w tym znaczącym momencie niczym motyle poddawane preparacji przed przyszpileniem w gablotce reżysera - moralizatora czy reżysera - manipulatora i wielkiego brata?

Także widzowie stanowią część spektaklu, oświetleni reflektorami, włączeni w projekcje filmowe, obserwujący i obserwowani.

Dokąd popędzi pociąg, do którego w końcu wsiądą, chcąc wydostać się z zabazgranej graffiti, obskurnej poczekalni?



Ulgę, spokój, być może ratunek wydaje się nieść uważna rozmowa, jaką, pośród agresywnego, pustego słowotoku, nawiązują stara kobieta - była więźniarka Auschwitz i introwertyczny, młody aktor, odtwórca Hamleta w szkolnym przedstawieniu...



Przy tworzeniu scenariusza Poczekalni.0 uczestniczyć miała Dorota Masłowska - ekspertka od współczesności, która jak nikt "czuje" nowomowę. Ostatecznie do tej współpracy nie doszło. Tekst wyłonił się podczas improwizacji na próbach, należy więc podkreślić odważny wkład aktorów w powstawanie przedstawienia. Aktorsko zespół Teatru Polskiego jak zwykle trzyma dobry poziom, co powtarzają do znudzenia wszyscy recenzenci, więc i ja nie daruję. Podobała mi się Halina Rasiakówna jako Pani Hubert, Wojciech Ziemiański - Pan Hubert, Krzesisława Dubielówna - Panisława i Mirosław Haniszewski w roli Mirka.

Scena na dawnym Dworcu Świebodzkim nie potrzebowała "charakteryzacji" i swoim autentyzmem przyczyniła się do jeszcze silniejszego zatarcia granicy pomiędzy teatrem, życiem i reality show. (Dokąd zmierza współczesny teatr?)

Ciekawych tego eksperymentu jest wielu - widownia była zapełniona, pomimo Wielkiego Piątku. Pod koniec pierwszego aktu zwolniło się kilka miejsc. Grupa starszych ludzi z hałasem opuściła poczekalnię. Ich pociąg podjechał najprędzej.

niedziela, 8 kwietnia 2012

czwartek, 5 kwietnia 2012

Dzieciaki II



Kwitnące pole lotosów w Gyeongju - stolicy starożytnego Królestwa Silla - na południowym-wschodzie Korei było jednym z piękniejszych widoków, jakie widziałam za żywota mego. Zainteresowanych uprzejmie informuję, że okres kwitnienia przypada na ostatni tydzień lipca, pierwszą połowę sierpnia.



Lotosy nie dość, że wyglądają jak nieskazitelne, szlachetne stwory z lepszego świata, elegancko i skromnie kołysząc się na długich łodygach nad bagnistym podłożem, przesłoniętym przez falujące liście, to jeszcze pachną tak subtelnie i delikatnie, że można patrzeć i wąchać taką łąkę godzinami. Popularna w Azji terapia zabijająca wszelkie złe instynkty i ponure myśli ;) Nie dziwota, że Budda przedstawiany jest zwykle leżąc na lotosie, stojąc na lotosie, siedząc na lotosie w dodatku w pozycji lotosu.

Śpiące lotosy również znajdują admiratorów.


W świątyni Bulguksa żaden szanujący się turysta lub pielgrzym nie zapomni o pogłaskaniu sympatycznej dzikiej świni.



Trzeba Wam było widzieć, jak ci dwaj identycznie ubrani, 3-4-letni bracia, zdejmowali sandały, a następnie gorliwie bili w świątyni pokłony, pochylając głowę do podłogi i układając stopy jedną na drugiej, wstając i powtarzając rytuał jeszcze dwukrotnie, koreańskim zwyczajem. Ich dziecięca żarliwość, zwinność połączona z lekkim nieskoordynowaniem ruchów rozbawiły wszystkich obserwujących tę scenę.

Pagody z kamyków układane na szczęście



W poszukiwaniu cykad


W Grocie Seokguram
CDN - ostrzegałam, że ekspansja dzieciarni na moje koreańskie foty przybrała niepokojące rozmiary...

http://english.visitkorea.or.kr/enu/SI/SI_EN_3_6.jsp?cid=255885
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...