Odwiedziliśmy ją ponownie w lipcu 2024 roku i moje eksklamacje wyrażałyby zachwyt, wzruszenie, niedowierzanie... Z oczywistych powodów, ale również z jednego zupełnie niespodziewanego.
Takie historie zdarzają się chyba tylko w Japonii...
Widzieliśmy te wiekowe cedry w listopadzie 2007. Trudno było przeoczyć ich majestatyczne wielkie piękno. Mieliśmy dodatkowo szczęście oglądać je w gęsto padającym śniegu, który zasłonił czas, tak że równie dobrze mogła to być epoka Heian.
Za pewne można uznać, że japońscy ogrodnicy i naukowcy uczynili wszystko, co w ludzkiej mocy, żeby uratować drzewa po tsunami, a dokładnie zalaniu słoną morską wodą, która okazała się główną przyczyną usychania.
Od lat wzrusza mnie i zachwyca uważność i wrażliwość Japończyków na Naturę. Docenianie jej ulotnej urody, zmiennego rytmu, najskromniejszych i najbardziej spektakularnych przejawów. Góry Fudżi i skromnych kwiatów powoju czy kosmosu. Ma to bezpośredni związek z rodzimą religią shinto, w której elementy świata naturalnego, zjawiska przyrodnicze stanowiły obiekty kultu, ale również z życiem przez wieki pod dyktando uciążliwych, czasem okrutnych praw Natury - trzęsień ziemi, ekstremalnie upalnych i wilgotnych lat, na północy i w górach srogich zim z kilkumetrowymi opadami śniegu.
W Matsushimie, w toalecie świątyni Zuiganji objawił się kolejny wymiar szacunku Japończyków dla świata przyrody. I człowieka z jego naturalnymi potrzebami będącego także częścią tego świata.

.jpeg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz